http://ksiadzartur.pl/feed/ <![CDATA[Strona ks. Artura Aleksiejuka]]> 2012-05-09T19:02:47+02:00 Zend_Feed http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/07/17/31-wydarzenie-wypedzenia-demonow-w-swinie/ <![CDATA[Wydarzenie wypędzenia demonów w świnie]]> 2012-05-07T08:43:01+02:00 W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha;

 

Drodzy bracia i siostry!

Wydarzenia, o których słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii miały miejsce w krainie Gadareńczyków, którą należy identyfikować z leżącą nad jeziorem Galilejskim częścią terytorium Dekapolu, który był zarządzany przez Rzymian. Była to kraina sąsiednia wobec żydowskiej Galilei, którą zamieszkiwali i władali poganie. Wskazuje na to fakt, że wypasano tam świnie, które dla Żydów były zwierzętami nieczystymi. Jezus Chrystus postawił swoje stopy na tej ziemi przeprawiając się wraz z uczniami przez jezioro. We fragmencie Ewangelii poprzedzającym dzisiejsze czytanie słyszymy, podczas przeprawy uciszył burzę. Drodzy bracia i siostry! Postarajmy się spojrzeć na te dwa wydarzenia – uciszenie burzy i nawiedzenie krainy Gadareńczyków – jak na jedną opowieść; opowieść o człowieku, którym jest każdy z nas i do którego przychodzi Chrystus.

Kraina Gedareńczyków, do której przybył Chrystus wraz ze swoimi uczniami jest obrazem człowieka grzesznego i jego kondycji duchowej będącej następstwem powątpiewania w Jego rzeczywistą obecność w świecie. Współczesny symboliczny mieszkaniec tej krainy, o której słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii to człowiek, któremu sprawy wiary stają się coraz bardziej obojętne i bez znaczenia dla jego egzystencji w świecie. Gadareńczyk naszych czasów to także człowiek, dla którego rzeczywistość wiary nie ma znaczenia poza spędzeniem kilkudziesięciu minut na nabożeństwie, a po opuszczeniu świątyni postępuje tak, jakby Boga nie było.

Do takiej krainy i do jej mieszkańców przybywa Chrystus przez wzburzone fale jeziora, pokonując niesprzyjające wiatry i prądy wodne. Nawiedza krainę pogan i opętanych, czyli człowieka, którego dusza znajduje się w okowach błędu i duchowej niemocy. To miejsce spokojnie pasących się stad świń – grzesznych myśli, złych i podstępnych zamiarów, nieczystych namiętności, zachłanności i intryg. Stada są uważnie doglądane przez pasterzy, którzy dbają o to, aby miały one właściwe pożywienie i warunki rozwoju oraz we właściwym czasie zostały skonsumowane przez mieszkańców nieopodal leżącego miasta, podobnie jak złe przyzwyczajenia karmią się grzesznymi i nieczystymi myślami, a złe czyny chciwością, pragnieniem zaspokojenia żądz i zdradą. Mieszkańcy miasta i pasterze pieczołowicie doglądający stada świń to złe nawyki, zakorzenione głęboko grzechy, latami wzrastający w człowieku egoizm i egocentryzm, samolubstwo, pycha, zaniechania i wiele innych grzechów, zniewalających duszę ludzką.

Chrystus dociera jednak do tej krainy pokonując niesprzyjające okoliczności podobnie jak zbliża się do człowieka przezwyciężając zatwardziałość jego serca i umysłu. Najpierw jednak ucisza burzę, tą gęstą atmosferę nieprzystępności, którą roztacza człowiek wokół siebie. Jakże często, bracia i siostry w naszych duszach dochodzi do podobnych burz. Wiadomo, że gwałtowne burze powstają najczęściej przy zderzeniu frontów atmosferycznych. W duszy ludzkiej bardzo często do zderzenia frontów duchowych. Z jednej strony pociąga nas prawda, dobro, czystość. To oczywiste, gdyż zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Mamy naturalną, wrodzoną zdolność do podążania za prawdą i czynienia dobra i odczuwamy wewnętrzną radość, jeśli je komuś wyświadczamy lub sami tego doświadczamy. Pragniemy podążać za Chrystusem i być blisko Niego. Z drugiej jednak strony nasza skłonność do grzechu, słabość wiary i zaufania Bogu sprawia, że jesteśmy niekonsekwentni, brak nam odwagi i determinacji w opowiedzeniu się za Chrystusem. Chrystus wydaje się nam zbyt daleki i zbyt wirtualny, jakby nie przystający do rzeczywistości, w której mieszkamy, pracujemy, realizujemy swoje marzenia i pragnienia, spotykamy się z przyjaciółmi, czy wypoczywamy.

Człowiekowi, który nie zaprasza Boga do swego serca, bardzo łatwo traci orientację i poszukuje czegokolwiek, aby ją odzyskać. Ma wrażenie, że jest pozostawiony sam sobie. Jedynym punktem odniesienia dla niego jest więc on sam. Bardzo łatwo przywyka do takiej sytuacji i wówczas każde wezwanie sumienia do zamiany kursu na Boga traktuje jak chwilową słabość, dziwactwo, a nawet zabobon. W ten sposób roztacza wokół siebie tak gęstą atmosferę, że każde wkroczenie w nią Chrystusa wywołuje burzę w jego sercu. Bracia i siostry! Czy nie jest tak, że to my wytwarzamy pokłady ciemnych przysłaniających Słońce Prawdy, którym jest Chrystus? Czy to nie my ulegając złudzeniom duchowym wytwarzamy wiatry, które wioną w innym kierunku niż tchnienie Ducha Świętego? Czy płynąc z nurtem sami nie stajemy się źródłem strumieni, których nurt jest przeciwny Źródłu wody żywej wytryskującym ku życiu wiecznemu? A jednak Chrystus płynie ku nam pokonując wywołane przez nas wzburzone fale i istniejące w nas przeciwne prądy. Nasz wewnętrzny człowiek nie da się zagłuszyć i woła ku Chrystusowi: „Widząc morze życia wzdymane napaści burzą, do cichej przybiegam Twej przystani, wołając: Podnieś ze zniszczenia moje życie, wielce miłosierny!”.

Chrystus ucisza więc burzę i rozprasza chmury oraz staje na ziemi Gadareńczyków – w królestwie owładniętej niemocą ludzkiej duszy. Wychodzi z łodzi – Kościoła i spotyka dwóch opętanych, którzy wyszli z grobowców. Ewangelista Mateusz stwierdza, że byli oni tak niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą. Ci dwaj opętani są niczym strażnicy krainy, pilnują drogi i bronią dostępu do miasta, czyli serca, które jest symbolem centrum życia duchowego człowieka.

Zastanówmy się, drodzy bracia i siostry, kim są te postacie i czego są wyrazem? Co to są za grobowce, z których wyszli? Pewną wskazówkę daje nam św. Paweł w dzisiejszym liście do Rzymian, kiedy cytuje fragment z Księgi Powtórzonego Prawa: „Blisko ciebie jest Słowo, w twoich ustach i w twoim sercu”. A więc usta i serce – bramy do świata materialnego i duchowego człowieka wskazujące na ciało i duszę duchową – człowieka. Dwaj opętani i dwaj strażnicy, którzy nie mówią pojedynczo, lecz krzyczą jednym głosem i działają razem. I nie może być inaczej, gdyż odzwierciedlają jedność psychofizyczną, którą właśnie jest człowiek. Ich miejscem zamieszkania są grobowce. Jak bowiem można nazwać ciało i duszę człowieka pogrążonego w grzechu i nie pragnącego pojednania z Bogiem jeśli nie grobowcem?

Owi opętani strażnicy wzbraniają przejścia Chrystusowi. Mówią, że przyszedł za wcześnie i nie w porę. Jak często, drodzy bracia i siostry, słowa tych dwóch ambasadorów królestwa ciemności padają również z naszych ust i odzwierciedlają myśli naszych serc? „Czego chcesz od nas Synu Boży”! – to są właśnie nasze słowa. Pamiętajmy, że Chrystus powiedział, że cokolwiek uczyniliśmy jednemu z braci, uczyniliśmy to jemu samemu. „Czego ode mnie chcesz?” Spróbujmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem odpowiedzieliśmy w ten sposób człowiekowi, który zwrócił się do nas o pomoc i radę lub chciał spotkać się z nami? Ile razy wypowiadamy uderzamy nimi naszych najbliższych: ojca, matkę, małżonkę, męża, dziecko, brata, siostrę? Chociaż nie kierujemy ich do Chrystusa, to jednak dotyczą one każdego z naszych bliźnich i potrafią odtrącić człowieka oraz zniweczyć długo budowane więzy zaufania. To słowa-rygle bram naszego człowieczeństwa i słowa pałki, w które uzbrojeni są opętani strażnicy.

Drodzy bracia i siostry! Nie czyńmy z własnego człowieczeństwa grobowców i krainy, której strzegą opętani strażnicy. Nie bądźmy Gadareńczykami, którzy nie wpuszczają Chrystusa do miasta i proszą, aby Zbawiciel opuścił ich ziemię. Niech to miasto, którym jest nasze serce będzie gościnne dla Syna Bożego i niech stanie się Jego miastem. Zaprośmy go tam, otwórzmy szeroko jego bramy i powitajmy jak Wielkiego Króla. Niech blisko nas będzie Słowo, w naszych ustach i sercach każdego z nas! Amen.

]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/06/04/48-meczennicy-ziemi-chelmskiej-i-podlaskiej-modlcie-sie-za-nas-grzesznych/ <![CDATA[Męczennicy ziemi chełmskiej i podlaskiej módlcie się za nas grzesznych!]]> 2012-02-20T05:47:27+01:00  
W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha!
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Dzisiaj Cerkiew prawosławna w Polsce obchodzi pamięć św. męczenników chełmskich i podlaskich. Ci bogobojni i ofiarni ludzie, których nazywamy świętymi męczennikami, ale także i wyznawcami, udzielili w czasach, w których żyli odpowiedzi wiary, bez względu na cenę, jaką przyszło im ponieść za to wydane świadectwo. Stanęli w rzędzie tych, o których słyszeliśmy dzisiaj w lekcji apostolskiej i o których mówił Chrystus w słowach z dzisiejszej Ewangelii. Należą do nich Ci, którzy na Podlasiu i ziemi Chełmskiej, w Bieszczadach, na Wołyniu i Podolu oraz w wielu innych miejscach, cierpieli i ponosili największe ofiary, aby zachować prawosławną wiarę i tożsamość. Niejednokrotnie bowiem w historii tych ziem, prawosławni wierni musieli bronić swojej wiary i tradycji, znosić ucisk oraz prześladowanie za wierność Prawosławiu. Szczególnie miało to miejsce w wieku XX, zarówno przed II wojną światową, jak i po jej zakończeniu. Jak wiele ofiar trzeba było wówczas ponieść, jak wiele odwagi kosztowało zachowanie prawosławnej tożsamości lepiej od nas wiedzą nasi rodzice i dziadkowie. Nie zdołano jednak do końca usunąć prawosławnych krzyży i wytrzebić wiary z życia osobistego naszych przodków. Dzięki nim i my zachowaliśmy ją głęboko w naszych sercach i sumieniach.
 
W świadomości młodego pokolenia, do którego my, bracia i siostry należymy, czasami zaciera się potrzeba dawania żywego świadectwa naszej wiary. Dzisiaj nikt nie proponuje nam alternatywy: życie lub śmierć, przed jaką niejednokrotnie stawali nasi przodkowie, a której symbolem są wysławiani przez nas dzisiaj męczennicy za wiarę. Dzisiaj stajemy przed innym wyborem, który można nazwać współczesnym męczeństwem. Obecnie stajemy wobec nam współczesnej znieczulicy, braku miłości między ludźmi, braku współczucia, miłosierdzia i nadziei. Dawniej, wiernych Chrystusowi ludzi „kamienowano, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem”. Dzisiaj kamienuje się nas relatywizmem, konsumpcjonizmem i kulturą bez Boga. Przerzyna się piłą nasze człowieczeństwo nie widząc w nim obrazu i podobieństwa Bożego. Kusi się nas iluzją łatwego szczęścia, pogonią za przyjemnościami, które nie zaspokajają, lecz wręcz przeciwnie, czynią łaknących ich jeszcze bardziej głodnymi. W końcu przebija się nas mieczem, gdyż negacja Bożego obrazu w człowieku uprzedmiatawia człowieka, czyni z niego rzecz, przedmiot eksploatacji, który – jeśli przestaje być potrzebny lub użyteczny – można odrzucić.
 
Dlatego Ci, którzy starają się żyć po chrześcijańsku, zachowywać wiarę, tradycję i kulturę prawosławną, mogą odczuwać, że są rzeczywiście bardzo poranieni. Żyją bowiem w świecie, który odrzuca Boga, Jego Objawienie i Prawdę, jaka – według słów św. Jana ewangelisty i apostoła Pawła – przyszła na świat przez Jezusa Chrystusa. On bowiem sam jest Prawdą, Drogą i Życiem. Współcześni męczennicy i wyznawcy nie mają więc łatwego życia. Czasami czują się i są izolowani przez świat, który nie może znieść tak jasnej i świetlistej Prawdy jaką jest Chrystus, chociaż nazywa się chrześcijańskim. My jednak, bracia i siostry nie powinniśmy upadać na duchu. Jak pisze apostoł Paweł „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga”. Zwróćmy tez uwagę na słowa kończące dzisiejsze czytanie ze Świętej Ewangelii wg Mateusza: Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.
 
Drodzy bracia i siostry! Pamiętajmy kim jesteśmy i skąd pochodzimy! Pamiętajmy, że jesteśmy Chrystusowi. Nie pozwólmy zagubić się w szaleństwie i absurdalności tego świata. Żyjmy, myślmy i czujmy jak Ci, którzy wiedzą, gdzie jest Prawda. A jest nią Chrystus. Chroni zaś i strzeże jej Cerkiew, która jest naszą matką. Przychodźmy zatem do niej jak najczęściej. Przychodźmy do niej jak do domu Bożego i domu naszego. Nie musimy już błąkać się po współczesnych pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach, czyli robić zakupy, siedzieć przed telewizorem, podążać za przyjemnościami, które oddalają nas od Boga. Przychodźmy tutaj, do cerkwi, na nabożeństwa. Tutaj, w domu Bożym, gdzie wznoszona jest modlitwa do Boga, odzyskamy spokój i siły, aby móc bezpiecznie, bez szkody dla naszych dusz żyć w świecie. Uczestnictwo w nabożeństwach jest bowiem opowiedzeniem się i przyznaniem się do Chrystusa. Zapamiętajmy słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Ten, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.
 
W ten sam sposób przyznał się Chrystus do męczenników i wyznawców Prawosławia z Podlasia i Chełmszczyzny wywyższając ich, zarówno w niebie, jak i na ziemi, wśród ludzi, poprzez złożone przez nich świadectwo wiary. Również do nas przyzna się Syn Boży, jeśli będziemy ich godnymi następcami i naśladowcami i będziemy prowadzić nasze życie tak, jak oczekuje tego od nas Chrystus, któremu chwała na wieki wieków.
 
Amen.
]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/05/22/47-rozmowa-chrystusa-z-samarytanka/ <![CDATA[Rozmowa Chrystusa z Samarytanką]]> 2012-02-26T21:35:36+01:00
 
Chrystus Zmartwychwstał!
 
Drodzy bracia i siostry!
 
W dniu dzisiejszym prawosławna Cerkiew przypomina nam rozmowę Chrystusa z Samarytanką. Święta Ewangelia, której wysłuchaliśmy przed chwilą, nie podaje jednak imienia niewiasty, która dostąpiła zaszczytu rozmowy z Synem Bożym. Jej imię jednak, zgodnie z wolą Bożą, zachowało się w błogosławionej pomięci Cerkwi, którą jest Święta Tradycja. Zgodnie z Tradycją Świętą niewiasta, która rozmawiała z Chrystusem przy studni Jakuba, miała na imię Fotini, co w języku greckim oznacza jasna. Odpowiednikiem tego imienia w j. rosyjskim jest Swietłana, zaś w jęz. polskim – Klara. I rzeczywiście, imię, które nosiła, oddaje charakter tego, czego doświadczyła w czasie rozmowy z Chrystusem. Spotykając tego, Który sam jest Prawdą i prawdziwym światłem, oświecającym wszystkich, przyjęła od Niego dar prawdziwej światłości, dar zrozumienia, jak należy chwalić Boga i modlić się Niego.
 
Bracia i siostry! Wielkim jest ów dar, który stał się udziałem Samarytanki. Prawdziwie chwalić Boga bowiem znaczy to samo, co wiedzieć i pojmować kim jest Bóg. Wychwalamy zaś to, co znamy, w czym uczestniczymy i czego doświadczamy w Cerkwi Chrystusowej, mocą Ducha Świętego. Poznajemy zaś to, co jest prawdziwe, gdyż tylko prawda godna jest tego, aby ją poznać.
 
Św. Grzegorz Teolog w jednej ze swoich mów,zatytułowanej O Świętym Chrzcie pisze: „Bóg jest najwyższą, niedostępną i niewypowiedzianą światłością, której ani umysłem pojąć nie można, ani słowem wypowiedzieć, światłością oświecającą wszelką naturę rozumną Jest ona w świecie ducha tym, czym w świecie materialnym jest słońce”. I zaznacza dalej: „im lepiej się oczyścimy, tym więcej daje się widzieć; im więcej ją widzimy, tym bardziej ją miłujemy, a im bardziej ją miłujemy, tym więcej o niej myślimy i (...) zbliżamy się do poznania Boga”. Wzorem takiej postawy jest ewangeliczna Samarytanka.
 
Rozważmy słowa Chrystusa wypowiedziane do niej: „Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi: daj mi pić, ty byś prosiła go, a dałby ci wody żywej”. Tym darem Bożym jest poznanie Boga, dar modlitwy i prawidłowego wysławiania Go, dar rozpoznawania Jego obecności w świecie, zdolność widzenia i dogłębne przekonanie o tym, że tylko On jest Prawdą, Drogą i Życiem. Dlatego – jak mówi Zbawiciel – „prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie. Ojciec bowiem szuka tych, którzy Mu tak cześć oddają”.
 
Drodzy bracia i siostry! Podobnie jak Samarytance, także i nam Chrystus wskazuje samego siebie – Źródło wody żywej, tryskające ku życiu wiecznemu. Tylko dzięki niemu i Prawdzie, którą jest On sam, również my możemy stać się w Nim, Synu Bożym i Zbawicielu, Jezusie Chrystusie, źródłami wody żywej i głosicielami Prawdy. Takie jest nasze powołanie jako dzieci Bożych. Taką postawę właśnie przejawiła Samarytanka, która – jak głosi Ewangelia – „pozostawiła dzban swój” i czym prędzej pobiegła do miasta obwieścić jego mieszkańcom, że spotkała Mesjasza. Wydaje się, że nie bez głębszej myśli słyszymy w dzisiejszej Ewangelii słowa o porzuceniu dzbana. Jest on symbolem starych i błędnych mniemań o Bogu, dostrzegania w życiu tego, co przyziemne i dotykalne. Dzban, w który Samarytanka zamierzała nabrać wody oznacza naszą cielesną mądrość i naszą potrzebę ciągłej jej aktualizacji. Pusty dzban to nasza ciągła krzątanina wokół spraw tego świata. A przecież, jednego tylko tak naprawdę potrzebujemy – obecności Boga w swoim życiu i jedności z Nim. Tę błogosławioną część, jak pamiętamy, wybrała Maria – siostra Marty i Łazarza, którego wskrzesił Jezus. Ta część stała się udziałem Samarytanki. Ta część może być również naszym udziałem.
 
Zdanie z dzbanem ukazuje wielki pośpiech Samarytanki, która zostawiła dzban. Obudziło się w niej pragnienie, aby również inni ludzie, jej bliźni mogli uczestniczyć w jej radości; aby mogli zobaczyć i poznać Tego, który powiedział o sobie JESTEM KTÓRY JESTEM. Kierowała nią zatem miłość do ludzi, gdyż chciała oznajmić im Dobrą Nowinę, zwiastować Ewangelię o Chrystusie i dać świadectwo o Tym, który powiedział jej "wszystko, co uczyniła". Wzywa ich, aby przyszli i zobaczyli Jezusa – Mesjasza i Zbawiciela, którego nauka przewyższa ludzką wiedzę; to, co dostrzegalne tylko dla oczu.
 
Tak więc i my, drodzy bracia i siostry, wzorem Samarytanki, powinniśmy miłować innych i skwapliwie udzielać im wsparcia, w którym sami uczestniczymy. A uczestniczymy i wspieramy się na fundamencie wiary w Tego, którego – jak śpiewa psalmista – Tronem są niebiosa, zaś ziemia podnóżkiem jego stóp. Do tego właśnie wzywa nas dzisiejsza Ewangelia. I – jak dalej słyszeliśmy – „z owego miasta wielu uwierzyło w Niego ze względu na słowo kobiety świadczącej”. Gdy zaś podjęli trud i przyszli do Chrystusa, mając serca otwarte i wrażliwe na Prawdę – „jeszcze więcej spośród nich uwierzyło”. I powiedzieli: „Wierzymy gdyż, sami słyszeliśmy i wiemy, że Ten jest prawdziwie Zbawicielem świata”.
 
Drodzy bracia i siostry! Głośmy i my Zmartwychwstałego Chrystusa! Wydajmy obfity plon naszej wiary! Usłyszmy i przyjmijmy do serca Jego słowa z dzisiejszej Ewangelii: „Podnieście oczy wasze i zobaczcie, że pola gotowe są do żniw”. Rozejrzyjmy się zatem wokół nas. Mamy na co dzień mnóstwo okazji, aby dawać świadectwo prawdziwej, a nie pozornej postawy chrześcijańskiej. Bądźmy chrześcijanami nie tylko z nazwy, ale niech za tym przemawiają także nasze czyny, myśli i słowa. Niech przykład Samarytanki nauczy nas mądrości i wytrwałości w dążeniu do Prawdy, którą znamy i którą jest Zmartwychwstały Chrystus. Amen.
]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/05/15/27-nikt-nie-zbawia-sie-w-pojedynke/ <![CDATA[Nikt nie zbawia się w pojedynkę]]> 2011-05-21T11:47:52+02:00  
Chrystus Zmartwychwstał!
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Dzisiejsza Ewangelia opisuje spotkanie Chrystusa z człowiekiem chorym i cierpiącym. Zaprasza nas, abyśmy poprzez dialog, jaki prowadzi Chrystus z paralitykiem, niczym w zwierciadle zobaczyli samych siebie, potrafili dostrzec postawy, jakie często sami prezentujemy wobec siebie i innych ludzi.
 
Ewangelia głosi, że przy sadzawce zwanej Owczą Chrystus spotyka człowieka cierpiącego od wielu lat. Zbliża się do niego i nawiązuje rozmowę. Na pytanie Zbawiciela: „Czy chcesz być zdrowy?” nie odpowiada wcale „Chcę, Panie!”, lecz mówi: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody”. Ten bowiem, „kto pierwszy wchodził po poruszeniu wody doznawał uzdrowienia, niezależnie od tego, na jaką chorobę cierpiał”.
 
W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że ten sparaliżowany człowiek, chociaż pragnął być uzdrowionym, w pierwszym rzędzie oczekiwał na kogoś, komu mógłby zaufać, kto okazałby się pomocny i wprowadził go do sadzawki, aby mógł odzyskać zdrowie. Skarga wydobywająca się z jego ust to wołanie o pomoc, krzyk człowieka, który mimo wszystko ma nadzieję, że wśród ludzi przebywających w tym Domu Miłosierdzia znajdzie się ktoś, kto pomoże mu obmyć się w uzdrawiającej wodzie. Czeka już od trzydziestu ośmiu lat. Odpowiedź, jaką daje Chrystusowi świadczy o tym, że jest on nie tylko bardzo chory, ale również bardzo samotny. Jego samopoczucie ma prawo być gorsze od innych znajdujących się wokół niego chorych. Przy innych bowiem czuwają ich bliscy bądź przyjaciele, którzy usiłują pomóc im wygrać „wyścig o zdrowie”. „Gdy ja sam dochodzę – mówi – inny wchodzi przede mną”. Przy nim nie ma zaś nikogo.
 
Jakże jego sytuacja różni się od innego ewangelicznego paralityka, którego przyjaciele uczynili wszystko, a nawet rozebrali dach domu, aby opuścić go na posłaniu do nóg Chrystusa. W tym przypadku jest inaczej. Trudno wyobrazić sobie sytuację bardziej obciążającą psychicznie i duchowo. Nie wiadomo, czy ów człowiek cierpi bardziej z powodu choroby, czy z osamotnienia. Panuje przekonanie, że do bólu i choroby można się przyzwyczaić, natomiast trudno jest znieść samotność. Ten człowiek jednak walczy i czeka na człowieka, który podałby mu pomocną dłoń. Właśnie w tę rzeczywistość, rzeczywistość samotnego i chorego człowieka wchodzi Jezus Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. To On, o którym powiedziano: „Ecce homo – Oto człowiek” (J 19, 5) jest tym, kogo oczekuje ów cierpiący.
 
Często w obliczu własnych cierpień oraz cierpień innych ludzi, a szczególnie osób nam bliskich zadajemy sobie pytanie, dlaczego trwa to tak długo, dlaczego trzeba czasami doświadczyć tak wiele bólu fizycznego i udręk duchowych? Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi. Może kryją się one właśnie w tym tajemniczym dialogu Chrystusa z paralitykiem? Może kryją się właśnie w jego odpowiedzi danej Chrystusowi? Kto wie, może każdy człowiek w swoim cierpieniu musi przekroczyć pewną granicę, za którą jest już tylko pełne zawierzenie Bogu i opromienione nim oczekiwanie? Może to oczekiwanie ma pomóc człowiekowi odzyskać pokój i przygotować go na spotkanie z uzdrowieniem? Tak to już jest, że im więcej w człowieku niepokoju tym mniejsza w nim zdolność oczekiwania na Boga. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje, że bez oczekiwania na Boga i zawierzenia się Mu nie można być zdrowym.
 
Czy nie jest tak, drodzy bracia i siostry, że nasze dłonie powinny być dłońmi Chrystusa, nasze nogi nogami Chrystusa? Czy brakuje wokół nas chorych i cierpiących oraz potrzebujących pomocy? Oni bardzo często potrzebują tylko naszej obecności, naszego uścisku dłoni, życzliwości i miłego słowa. Bóg stawiając ich na naszej drodze stwarza nam okazję złożenia świadectwa z naszego człowieczeństwa i naszej wiary. Wezwanie „nie mam człowieka” skierowane jest właśnie do nas. I tylko od nas zależy, czy okażemy się ludźmi odpowiadając na nie.
 
Oto dzisiaj paralityk doświadczył zainteresowania ze strony samego Boga i doskonałego człowieka Jezusa Chrystusa. Ten przykład ukazuje nam, jak ważna jest nasza obecność obok drugiego człowieka. Powinniśmy także uzmysłowić sobie, że każdy z nas również potrzebuje obok siebie obecności drugiego człowieka. Człowiek jest istotą wspólnotową. Nie można zbawiać się w pojedynkę. Dlatego przykład paralityka, który oczekiwał pomocy od Boga wierząc, że pośle On człowieka, który pomoże mu dostać się do sadzawki poucza nas, abyśmy również my, gdy będziemy w potrzebie nie odtrącali wyciągniętej do nas pomocnej dłoni.
 

Nawet wtedy, gdy cierpimy fizyczne i duchowo nie pozwólmy, aby powstał w nas mur utrudniający dostęp do nas innych ludzi. Nie brońmy przystępu do siebie. Pozwólmy pomagać sobie i pomagajmy innym. Jeśli bowiem będziemy w stanie przyjąć pomoc będziemy także umieli ją okazać. Uczmy się nawzajem okazywania sobie miłości i szacunku, tak jak przystoi to prawdziwym uczniom Zmartwychwstałego Chrystusa. Amen.

]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/05/08/9-kamien-u-wejscia-do-grobu-zostal-odwalony/ <![CDATA[Kamień u wejścia do grobu został odwalony]]> 2011-05-14T11:19:10+02:00  
Chrystus Zmartwychwstał!
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Dzisiaj, we wszystkich prawosławnych cerkwiach na świecie czytany jest fragment Świętej Ewangelii mówiący o św. Józefie z Arymatei, znakomitym członku Rady – Sanhedrynu, który udał się do Piłata prosić o ciało ukrzyżowanego Zbawiciela. Słyszymy również o niewiastach, które „po upływie szabatu” poszły do grobu, aby wonnościami namaścić ciało ukrzyżowanego Syna Bożego. Oczyma duszy dostrzegamy pusty grób i anioła, siedzącego na kamiennej płycie, gdzie złożone zostało ciało Chrystusa. W naszych uszach brzmią słowa skierowane przez anioła do niewiast: „Nie bójcie się! Szukacie Jezusa Nazareńskiego, ukrzyżowanego; On powstał i nie ma go tu. Oto miejsce, gdzie go złożono”.
 
Wielokrotnie, bracia i siostry, słyszeliśmy już tę opowieść i te słowa. Wielokrotnie, być może, zastanawialiśmy się nad tym, jak odnoszą się one do nas samych. Czyż nie wyczuwamy intuicyjnie, że to właśnie my jesteśmy – lub powinniśmy być – na miejscu tych niewiast zdążających do grobu Chrystusa? Czyż podobnie jak one również i my, podróżując przez nasze życie i stawiając kroki na drodze ku Chrystusowi, nie zadajemy sobie często pytań o nasz los, naszą przyszłość i przyszłość naszych bliskich. Jakże często pytania te świadczą o nas jako o ludziach lękliwych, słabych i niepewnych? Odczuwamy wielką sympatię do niosących wonności niewiast, gdyż tak jak one również my mamy pragnienie zbliżenia się i przebywania blisko Chrystusa, obdarowania Go tym, co mamy najcenniejsze. Jednocześnie przepełnia nas trwoga i poruszamy się ostrożnie, podobnie jak owe niewiasty, które z ukrycia – jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii – „przyglądały się, gdzie złożono ciało Zbawiciela”. Zwróćmy uwagę, jak nasze codzienne pytania i troski są podobne do przepełnionego obawami pytania niewiast: „Któż nam odwali kamień od wejścia, abyśmy mogły wejść i namaścić ciało Jezusa”.
 
Ich obawy okazały się jednak bezpodstawne. Kamień został już odsunięty! Wraz z nim prysły obawy przed brakiem możliwości przystąpienia do ciała Chrystusa. Jakże często, drodzy bracia i siostry, tym kamieniem, który zagradza nam – jeśli można użyć takiego określenia – współczesnym niosącymi wonności niewiastom, drogę do Boga jest brak wiary i ufności Bogu. Jakże często są nim sprzeciwiające się nadziei strach, trwoga i rozpacz, które każą nam rezygnować z wejścia na drogę mistycznego zjednoczenia się z Chrystusem, zatapiać się w sobie samych, pielęgnować w naszych sercach poczucie samotności, odtrącenia, a nawet ulegać zgubnemu poczuciu bezsensowności ciągłych codziennych zmagań z samymi sobą i otoczeniem. Ten nasz kamień, podobnie jak ów głaz znajdujący się u wejścia do grobu Chrystusa, bywa rzeczywiście bardzo wielki. Wydaje się tym większy, im bardziej zbliżamy się do Chrystusa, im bardziej jesteśmy świadomi naszej własnej niedoskonałości i grzeszności. Takim też wydał się niosącym wonności niewiastom. Takim wydaje się również i nam.
 
Tym niemniej – jak słyszeliśmy – „gdy spojrzały, zauważyły, że był już odsunięty”. Zatem ani jego wielkość, ani ciężar nie mogły sprostać mocy Zmartwychwstania, które – jak pisze św. Apostoł Paweł – jest osnową naszej wiary i podstawą naszej nadziei. Podobnie i my, bracia i siostry, w te radosne dni, chciejmy i potrafmy spojrzeć i zauważyć, że kamień naszych przeszkód w drodze do Boga może okazać się mały i lekki niczym piórko. Jeśli zaufamy Bogu i będziemy budować swoje życie na fundamencie wiary w Trójjedynego Boga, będziemy w stanie nie tylko dźwignąć ów kamień i samodzielnie odsunąć go z przestrzeni dzielącej nas od Chrystusa. Będziemy w stanie ujrzeć go nie jako ciężar nie do uniesienia, ale jako wyzwanie, możliwość dotarcia do Zmartwychwstałego. Nie będzie on przegrodą lecz łącznikiem, probierzem naszej wiary i nadziei w Chrystusie.
 
Odrzućmy zatem zgubny lęk i nie bądźmy bojaźliwi. Odważnie idźmy przez życie z imieniem Chrystusa wypisanym w naszych sercach. Nieśmy światu radość Zmartwychwstania. My bowiem, podobnie jak wspominane dzisiaj niewiasty, jesteśmy świadkami tego zbawiennego i centralnego w historii świata i człowieka wydarzenia. Zwróćmy uwagę na św. Józefa z Arymatei, który – jak słyszeliśmy – „śmiało udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa”. Nieco dalej zaś czytamy, iż złożył Chrystusa w grobowcu (...) „i przytoczył kamień przed wejście”. Nie słyszeliśmy, bracia i siostry, iż przy pomocy innych ludzi przytoczył ów kamień. Ewangelia mówi wyraźnie, że św. Józef z Arymatei sam go przytoczył, jakby dając nam do zrozumienia, że dla człowieka, który wierzy i ufa Bogu oraz śmiało wyznaje swoją wiarę, nie są straszne żadne niebezpieczeństwa – realne, czy też wyimaginowane. Dla człowieka dobrowolnie powierzającego siebie Bogu przetoczenie żadnego kamienia, nawet najcięższego nie stanowi trudności. Zgadza się to w pełni ze słowami samego Chrystusa, który powiedział, że jeśli ktoś ma wiarę chociaż tak małą, jak ziarnko gorczycy jest w stanie przenosić góry.
 
Drodzy bracia i siostry! Nie lękajmy się zatem i radujmy się w naszych sercach radością Zmartwychwstania. Niech ta radość będzie obecna w naszych czynach, myślach i słowach. Niech przez nasze świadectwo – jak słyszeliśmy to w dzisiejszym czytaniu z Dziejów Apostolskich – słowo Boże rozszerza się i umacnia mocą Zmartwychwstania Syna Bożego, któremu chwała i cześć na wieki wieków. Amen.
]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/05/01/23-tomasza-spotkanie-z-jezusem/ <![CDATA[Tomasza spotkanie z Jezusem]]> 2011-05-06T23:21:07+02:00  
Chrystus Zmartwychwstał!
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Dzisiaj wspominamy spotkanie Zmartwychwstałego Chrystusa ze św. Tomaszem Apostołem. Oczyma duszy oglądamy rany, które Chrystus ukazał wątpiącemu. Nasze usta, jakże często skłonne do krytyki, mogłyby pozostawić przy Tomaszu epitet niewierny, który już zupełnie zlał się z jego imieniem. Pewnie często to spotkanie apostoła Tomasza z Chrystusem rodziło w nas pytanie dlaczego Tomasz nie uwierzył i dlaczego Jezus posuwa się tak daleko? Dlaczego pozwala, aby apostoł w tak dosadny sposób przekonał się o Jego Zmartwychwstaniu?
 
Tomasz miłował Jezusa i podążał za Nim. Doświadczał również Jego miłości i Jego przyjaźni, był świadkiem cudów. Gdy Chrystus wyruszał do Judei, by wskrzesić Łazarza, a uczniowie obawiali się o życie, Tomasz jako jedyny zachęcał ich do wierności aż do śmierci: „Chodźmy także i my, aby z Nim umrzeć” (J 11,16). Św. Tomasz pragnął być z Chrystusem chociaż być może nie do końca rozumiał w czym uczestniczył, zresztą tak jak pozostali uczniowie. „Panie nie wiemy dokąd idziesz, jak więc możemy znać drogę?” – to słowa wypowiedziane przez apostoła Tomasza, ale wyrażające także obawy i niewiedzę wszystkich zgromadzonych Apostołów.
 
Po śmierci Chrystusa na Krzyżu Tomasz, tak jak każdy kto z przebywał z Synem Bożym, przeżywał ból i dramat rozłąki z Mistrzem. Nie potrafił również uwierzyć w to, co opowiadali jego towarzysze, że Pan zmartwychwstał i żyje. Tomasz przyznaje się do tego otwarcie. Być może czyni to szorstko, ale chyba nie z braku miłości, lecz raczej ze strachu przed rozczarowaniem. Jest w nim zaskakująca autentyczność i prostota, bez śladu obłudy. Staje on wobec świadków Zmartwychwstałego w całej prawdzie o swojej słabości i niewierze. To nie przypadek, że nie było go z uczniami, gdy Chrystus objawił im się po raz pierwszy. Oni widzieli Zmartwychwstałego Chrystusa. Tomasz mógł polegać na ich relacji, ale nie potrafił. To nie przypadek, że jego spotkanie z Chrystusem ma tak osobisty charakter.
 
Tomasz chciał włożyć palce w rany Zbawiciela. W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie tak strzegą swojej prywatności to pragnienie mogłoby być odczytane co najmniej jako akt bezczelności i nietakt. Apostoł Tomasz jednak pragnie uwierzyć. Pragnie tego tak głęboko, że żąda rzeczy niewyobrażalnej. Nie kalkuluje, czy wypada i czy to aby poprawne. Chce spotkać Chrystusa, jeżeli zmartwychwstał, właśnie w taki namacalny sposób. Chrystus zaś wychodzi naprzeciw temu "nietaktownemu" pragnieniu i objawia się Tomaszowi. Nie musiał tego robić, nie musiał tak „bezlitośnie” dawać dowodu swojego zmartwychwstania, ale Bóg tego chciał, bo nadwyrężona wiara, przyćmiona nadzieja i tęsknota Tomasza, właśnie potrzebowały takiego mocnego i wstrząsającego spotkania. Tomasz pragnął dotknąć Boga, by przekonać się o tym, że jego Mistrz żyje.
 
Drodzy bracia i siostry! Być może w obliczu świata, który zmaga się z problemem niewiary, utraty nadziei i braku zaufania Bogu potrzeba, abyśmy właśnie dzisiaj spojrzeli na św. Tomasza jako na człowieka, który nie umiał sobie poradzić ze swoją słabością, niewiarą i brakiem nadziei. Spójrzmy na niego jako na opuszczonego, ale jednak wiernego ucznia, który chociaż nie rozumie tego, co się stało i pragnie dowodu na to, że Życie pokonało śmierć, to jednak walczy i poszukuje Tego kogo utracił, aby wszystko, co wydarzyło się wcześniej nabrało zrozumiałego dla jego serca i umysłu sensu. Zwróćmy uwagę, że gdy Tomasz spotyka Pana nie zastanawia się już nad tym, że zawiódł, że złamała się jego wiara. Ważne jest tylko to, że Bóg jest, że przynosi prawdziwy Pokój.
 
Wyrywające się z Jego ust wyznanie: „Pan mój i Bóg mój” to wyraz rozpoznania Chrystusa jako Boga i człowieka, jako przyjaciela i nauczyciela, ale też przejaw uwielbienia i adoracji, zapatrzenia w oblicze Boga. Spotkanie jakiego pragnął, a więc włożenie dłoni w rany Zbawiciela okazuje się niepotrzebne, bowiem zostaje on zaproszony do spotkania na miarę Boga, spotkania umacniającego i przemieniającego. Odpowiedź na pragnienie apostoła Tomasza, aby dotknąć Mistrza, jest zaskakująca i przekraczająca najśmielsze oczekiwania. Znikają wszelkie wątpliwości, apostoł Tomasz poznaje prawdziwego, żyjącego Stwórcę i pewnie dopiero tutaj zaczyna pojmować słowa Chrystusa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.
 
Dlatego, drodzy bracia i siostry, pytania Jezusa Chrystusa: „Uwierzyłeś, Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli” nie należy traktować jako wyrzut. To raczej błogosławieństwo, gdyż Tomasz stał się godny, aby ujrzawszy Syna Człowieczego wyznać w Nim samego Boga. Ujrzawszy zaś uwierzył, albowiem widząc prawdziwego człowieka, wyznał Boga, którego nie mógł zobaczyć.
 
Bracia i siostry! Prośmy więc Zmartwychwstałego Chrystusa, abyśmy nie stali z boku jako obserwatorzy. Postarajmy się stanąć dzisiaj wraz ze św. Tomaszem, gdyż jego niewiara i słabość jest również naszą niewiarą i słabością. Podobnie pomoc i błogosławieństwo udzielone jemu może stać się pomocą i błogosławieństwem udzieloną również i nam. My również, słabi i pogubieni, targani niepokojem i emocjami, częściej lub rzadziej, „nietaktownie” pragnący od Boga znaku, że żyje, jest z nami i prawdziwie Zmartwychwstał kroczymy drogą apostoła. Bóg jednak doskonale zna nasze serca i wie, że potrzebujemy Jego obecności i spotkania z Nim samym.
 

Onieśmielając na swoją miłością daje nam samego siebie w niewypowiedzianej szczodrości daru, którym jest Święta Eucharystia. Bądźmy pewni, że spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew dotykamy Jego samego. I to jest właśnie czas spotkania z żywym Bogiem. Jest to czas, w którym możemy z zachwytem i pełną ufności pewnością wyznać: „Pan mój i Bóg mój”. Amen.

]]>
http://ksiadzartur.pl/ex-libris/2011/04/24/46-chrystus-zmartwychwstal/ <![CDATA[Chrystus Zmartwychwstał!]]> 2011-05-02T19:44:06+02:00
 
Św. Jan Chryzostom, Homilia na Święto Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa
 
Jeśli ktoś jest uczciwy i pobożny, niech znajdzie radość w tej dobrej i pełnej światłości uroczystości. Jeśli ktoś jest sługą roztropnym, niech wejdzie ciesząc się do radości Pana swego. Jeśli ktoś dźwigał postu udręki, niechże otrzyma dziś słuszną zapłatę. Jeśli niósł trudy od pierwszej godziny, niech sprawiedliwą otrzyma należność. Jeśli ktoś przyszedł po trzeciej godzinie, niech także świętuje z wdzięcznością. Jeżeli ktoś dopiero po szóstej godzinie się dołączył, niech nie ma żadnej wątpliwości, ponieważ niczego nie traci. Jeżeli zaś ktoś pozbawił się nawet dziewiątej godziny, niech także o niczym nie wątpi, niczego się nie boi. Jeśli ktoś dołączył się nawet o jedenastej godzinie, niech wcale nie boi się zwłoki, albowiem gościnny jest Pan. Przeto przyjmuje ostatniego jak i pierwszego, i daje odpocząć tym, co o jedenastej godzinie przyszli, podobnie jak tym, którzy pracowali od pierwszej godziny. I nad ostatnim się lituje i pierwszego wynagradza, i jednemu daje, i drugiego wspomaga. I uczynki przyjmuje i zamiary wita, i wysiłki szanuje i chęci pochwala. Przeto wejdźmy wszyscy do radości Pana swego: i pierwsi, i drudzy nagrodę przyjmijcie. Bogaci i ubodzy, wszyscy razem się cieszcie. Wstrzemięźliwi i leniwi, ten dzień uczcijcie. Ci, co pościli i co nie pościli, weselcie się dziś. Uczta przygotowana, rozkoszujcie się wszyscy. Baranek przygotowany, niech nikt nie wyjdzie głodny. Wszyscy nasyćcie się ucztą wiary, wszyscy przyjmijcie bogactwo miłosierdzia.
 
Niech nikt nie opłakuje ubóstwa, objawiło się bowiem wspólne królestwo. Niech nikt nie opłakuje grzechów, przebaczenie bowiem z grobu zajaśniało. Niech nikt nie lęka się śmierci, wybawiła nas bowiem śmierć Zbawiciela. Wygasił ją Ten, Który był przez nią trzymany. Ujarzmił piekło Ten, Który zstąpił do piekła. Zgorzkniało piekło, skosztowawszy ciała Jego. I to właśnie przewidując, Izajasz tak wołał: „Piekło – mówił – zgorzkniało, spotykając Cię w otchłani”. Zgorzkniało, bo zostało puste. Zgorzkniało, bo zostało oszukane. Zgorzkniało, bo umarło. Zgorzkniało, bo zostało obalone. Zgorzkniało, bo zostało skrępowane. Przyjęło ciało, a natknęło się na Boga. Przyjęło ziemię, a spotkało samo niebo. Przyjęło to, co mogło widzieć, a wpadło w to, czego nie mogło widzieć. Gdzie więc, o śmierci, jest Twój oścień? Gdzie twe, piekło, zwycięstwo? Zmartwychwstał Chrystus i tyś zostało zrzucone. Zmartwychwstał Chrystus i upadły demony. Zmartwychwstał Chrystus i weselą się aniołowie. Zmartwychwstał Chrystus i Życie świeci swą pełnią. Zmartwychwstał Chrystus i nikt martwy nie pozostał w grobie. Chrystus bowiem powstawszy z martwych stał się pierworodnym pośród umarłych. Jemu chwała i królestwo na wieki wieków. Amen.
]]>
http://ksiadzartur.pl/ex-libris/2011/04/21/43-nie-placz-nade-mna-matko/ <![CDATA[Nie płacz nade Mną, Matko...]]> 2011-04-23T20:59:45+02:00  
Św. Cyryl Jerozolimski, Trzynasta katecheza przedchrzcielna
 
1
 
Chlubą dla Kościoła powszechnego jest cała działalność Chrystusa, ale chlubą nad chlubami jest krzyż. W uznaniu tego mówi Paweł: „Co do mnie, niech Bóg mię uchowa, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Chrystusa!” (Ga 6, 14). Podziwu było godne, że jeden ślepy od urodzenia odzyskał wzrok w sadzawce Siloe (J 9, 7); ale czym to jest wobec ślepych całego świata! Czymś wielkim i ponad naturą było to, że Łazarz, który już cztery dni leżał w grobie, powstał z martwych (J 11, 39-44), lecz ta łaska objawiła się tylko na nim samym; czymże to jest, wobec tych, którzy na świecie umierają w swych grzechach! Był to cud, że pięć chlebów wystarczyło do nakarmienia pięciu tysięcy ludzi (Mt 14, 21); czymże to jest jednak wobec tych, którzy na całym świecie cierpią z braku wiedzy! Podziw budziło uwolnienie kobiety osiemnaście lat dręczonej przez szatana (Łk 13, 11-13); ale czymże to jest wobec nas wszystkich, związanych łańcuchami grzechów? Chwała krzyża duchowo ślepym przyniosła światło, uwolniła wszystkich przytłoczonych grzechem, zbawiła całą ludzkość.
 
2
 
Nie dziw się, że cały świat otrzymał zbawienie! Bo Ten, który za niego umarł, nie był zwykłym człowiekiem, lecz Jednorodzonym Synem Bożym. Grzech jednego człowieka, Adama, potrafił światu śmierć przynieść. Jeśli jednak przez upadek jednego śmierć zdobyła panowanie nad światem, czyż tym bardziej przez sprawiedliwość jednego nie miało zapanować życie? I jeśli niegdyś nasi pierwsi rodzice przez drzewo, z którego spożywali owoc, zostali wygnani z raju, czyż przez drzewo Jezusa nie mogą teraz wierni o wiele łatwiej wejść znów do raju? Jeśli pierwszy człowiek, który z ziemi został utworzony, śmierć przyniósł wszystkim, czyż nie miał ten, który go z ziemi utworzył i sam jest życiem, przynieść życia wiecznego? Jeśli Finees, który w swej gorliwości zabił sprawcę haniebnego czynu, ułagodził gniew Boga (Lb 25, 8. 11), czyż Jezus, który nie kogo innego, lecz siebie wydał na okup, nie mógł przejednać gniewu względem człowieka?
 
3
 
Nie wstydźmy się więc krzyża Zbawiciela! Niech on będzie naszą chlubą! Nauka krzyża jest dla Żydów zgorszeniem, a dla pogan głupstwem, lecz dla nas zbawieniem; dla tych, którzy idą na zatracenie, jest ona szaleństwem, ale dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest Bożą mocą (1 Kor 1, 18). Bo Ten, który za nas umarł, był – jak powiedzieliśmy – nie zwyczajnym człowiekiem, lecz Synem Bożym, był Bogiem, który stał się człowiekiem. Ów baranek, który na rozkaz Mojżesza został zabity, powstrzymywał zatraciciela (Wj 12, 23), a Baranek Boży, który wziął na siebie grzechy świata, czyż nie uwolni od grzechów? Krew zwykłego baranka przyniosła ocalenie; czyż więc krew Jednorodzonego nie przyniesie zbawienia? Kto nie wierzy w moc Ukrzyżowanego, niech się dowie od demonów. Kto nie wierzy słowom, niech wierzy jawnym faktom. Na szerokim świecie wielu zostało ukrzyżowanych, lecz przed żadnym z nich nie drżą demony; gdy jednak Chrystus został za nas ukrzyżowany, drżą szatani już na sam widok znaku krzyża. Tamci z powodu swych grzechów musieli umrzeć. Ten umarł za grzechy drugich. „Nie popełnił On grzechu i nie znalazła się zdrada w Jego ustach” (Iz 53, 9; 1P 2, 22). To nie Piotr wypowiedział te słowa, bo mógłby popaść w podejrzenie, że chciał pochlebić Mistrzowi, lecz Izajasz, który z Nim nie przestawał osobiście w ciele, lecz w duchu naprzód widział Jego przyjście. Czy muszę jednak przytaczać tylko proroka za świadka? I w Piłacie masz świadka: W czasie przesłuchania Jezusa powiedział: „Żadnej winy nie znajduję w tym człowieku” (Łk 23, 14). A gdy Go wydał, umył sobie ręce i rzekł: „Nie ponoszę winy za krew Tego sprawiedliwego” (Mt 27, 63). Mamy jeszcze jednego świadka niewinności Jezusa – łotra, który pierwszy wszedł do raju. Wyrzuca on swemu towarzyszowi: My odbieramy zapłatę za swe uczynki, lecz Ten nie uczynił nic złego” (Łk 23, 41); bo my, ja i ty, byliśmy obecni przy przewodzie sądowym.
 
4
 
Jezus prawdziwe cierpiał za wszystkich ludzi. Krzyż nie był urojeniem, inaczej byłoby urojeniem i zbawienie. Śmierć nie była grą fantazji, inaczej i nasze zbawienie byłoby grą fantazji. Gdyby śmierć była grą fantazji, prawdę powiedzieliby ci, którzy mówili: „Przypomnieliśmy sobie, że ten zwodziciel jeszcze za życia zapowiedział: Po trzech dniach zmartwychwstanę” (Mt 27, 63). Prawdziwie cierpiał, prawdziwie został ukrzyżowany – i nie wstydzimy się tego. Został ukrzyżowany i nie zapieramy się tego. Raczej dumny jestem, iż o tym mówię. Gdybym chciał teraz tego się zaprzeć, sprzeciwiłaby mi się Golgota, w której pobliżu się znajdujemy, sprzeciwiłoby mi się drzewo krzyża, którego cząstki rozeszły się już stąd po całym świecie. Wyznaję krzyż, bo wiem o zmartwychwstaniu. Gdyby Jezus nie został ukrzyżowany, z pewnością nie byłby znany, ukryłbym się też ze swoim Mistrzem. Ale po ukrzyżowaniu nastąpiło zmartwychwstanie, dlatego nie wstydzę się głosić krzyża.
 
5
 
Mając ciało i będąc podobnym do wszystkich ludzi, został ukrzyżowany, ale nie z powodu podobnych grzechów. Nie z powodu chciwości został poprowadzony na śmierć; był nauczycielem ubóstwa. Nie z powodu zmysłowości został ukrzyżowany; powiedział wszak jasno: „Kto patrzy na kobietę i pożąda jej, już popełnił cudzołóstwo” (Mt 5, 28). Skazany został nie za zranienie kogoś lub zabójstwo; wszak nadstawiał drugiego policzka temu, który Go uderzył. Nie za lekceważenie Prawa, bo je właśnie wypełniał. Nie za znieważenie proroków – sam przez proroków przepowiedziany. Nie za wzięcie nienależnej zapłaty, bo bezinteresownie dokonywał uzdrowień. Nie zgrzeszył słowem ani czynem, ani pragnieniem: „Nie popełnił żadnego grzechu i żaden fałsz nie powstał na Jego ustach gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził (1 P 2, 22-23). Nie pod naciskiem, lecz dobrowolnie przyjął cierpienie. Gdyby kto i teraz rzekł do Niego: „Panie niech to dalekie będzie od ciebie”, odpowiedziałby: „Zejdź mi z oczu, szatanie” (Mt 16, 23).
 
6
 
Czy trzeba cię dalej przekonywać, iż Jezus dobrowolnie podjął cierpienie? Inni ludzie nie przewidujący śmierci umierają niechętnie. On przepowiedział swe cierpienie: „Oto Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie” (Mt 26, 2). Czy wiesz, dlaczego Ten Przyjaciel ludzi nie uchylił się przed śmiercią? Aby cały świat nie zginął za swe grzechy. „Oto idziemy do Jerozolimy i Syn Człowieczy będzie wydany i ukrzyżowany” (Mt 20. 18). I w innym miejscu: „Wyruszył w drogę, mając oczy skierowane ku Jeruzalem” (Łk 9, 51). Chcesz dobrze wiedzieć, czy dla Jezusa jest krzyż chlubą? Posłuchaj Jego własnej wypowiedzi, nie mojej! Judasz okazał się niewdzięczny swemu Panu i zdradził Go. Ledwie odszedł od stołu, wypiwszy kielich błogosławieństwa, postanowił za napój zbawienia przelać krew sprawiedliwą. „Przeciw Temu, którego chleb pożywał, podniósł piętę” (Ps 40, 10). Dopiero co jego ręce wzięły chleb błogosławiony i już Mu za zapłatę zdrajca knuł śmierć. Gdy upomniany usłyszał słowa: „Tak, to ty” (Mt 26, 25), opuścił izbę. Potem rzekł Jezus: „Przyszła godzina, aby Syn Człowieczy został uwielbiony” (J 12, 23). Jak widzisz, uznał w krzyżu swe uwielbienie. Izajasz przerżnięty piłą nie widział w tym żadnej hańby, czyż więc Chrystus miał uważać za hańbę za świat umrzeć? „Teraz Syn Człowieczy jest uwielbiony” (J 13, 31) . Nie jakoby przedtem nie miał uwielbienia, bo „był uwielbiony chwałą, którą miał, zanim świat powstał” (J 17, 5). Jako Bóg miał zawsze chwałę, teraz jednak został uwielbiony, gdy niósł koronę cierpliwości w cierpieniu. Nie z przymusu oddał swe życie i nie siłą został zabity, lecz sam się zgodził. Posłuchaj, co mówi: „Mam moc ofiarować życie i mam moc je odzyskać” (J 10, 18). Z własnej woli oddaje się wrogom, bo gdyby nie chciał, to by się to nie stało. Dobrowolnie przyjął cierpienie, ciesząc się tym dobrym dziełem, radując się koroną, miał upodobanie w zbawieniu ludzi, nie wstydząc się krzyża. Wzbogacił tym całą ludzkość. Bo ten, który cierpiał, nie był małym człowiekiem, lecz Bogiem, który stał się człowiekiem i podjął walkę w cierpliwości.
 
7
 
Podnoszą jednak sprzeciw Żydzi, zawsze gotowi do sprzeciwu, opieszali w wierze, co też przepowiedział prorok: „Panie, któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli?” (Iz 53, 1) Persowie wierzą, a Hebrajczycy nie wierzą, „Ujrzą ci, którym o Nim nie opowiadano, i zrozumieją ci, którzy nie słyszeli” (Iz 52, 15), a ci, którzy nad tym rozmyślają, odrzucą to, nad czym rozmyślają. Żydzi stawiają nam zarzut: Pan cierpi? Czy ludzkie ręce były mocniejsze niż moc Pańska? Czytajcie Treny! Jeremiasz płakał nad wami i pisał w swych Trenach godne skargi rzeczy. Widział waszą zgubę, patrzył na wasz upadek. Skarżył się na ówczesną Jerozolimę; bo na teraźniejszą nie trzeba się skarżyć. Tamta ukrzyżowała Chrystusa, obecna Go uwielbia. Z płaczem mówi Jeremiasz: „Duch naszego wzroku, Chrystus Pan, został pojmany z powodu naszego zepsucia” (Lm 4, 20). Czy więc mówię to, co sam wymyśliłem? Patrz, Jeremiasz świadczy, iż Chrystusa Pana pojmali ludzie. Co z tego wyniknie? Powiedz mi proroku! Odpowiada: „W jego cieniu będziemy żyć wśród pogan” (Lm 4, 20). Zaznacza, iż łaska życia zamieszka nie w Izraelu, lecz u pogan.
 
8
 
Ponieważ Żydzi stawiają różne zarzuty, musimy, ile na to krótki czas pozwoli, ufni w naszą modlitwę, za łaską Pana przytoczyć jeszcze kilka świadectw Jego cierpień. Bo wszystko, co Chrystus przecierpiał, zostało spisane i nie ma nic wątpliwego, nie ma nic niepoświadczonego. Na słupach proroków jest wszystko skreślone; spisane nie na żelaznych tablicach, lecz przez Ducha Świętego. Gdy przeto słyszysz, co Ewangelia mówi o Judaszu, czyż nie powinieneś przyjąć tego za dowód? Gdy słyszysz, że bok Jezusa przebito włócznią, czyż nie widzisz, że i to zapisano? Gdy słyszysz, że w ogrodzie został ukrzyżowany, czy nie musisz przyjąć, że i to przepowiedziano? Gdy słyszysz, że Chrystusa sprzedano za trzydzieści srebrników, czyż nie masz wiedzieć, który prorok to powiedział? Gdy słyszysz, że Go napojono żółcią, dowiedz się, gdzie i to zapisano! Gdy słyszysz, że Jego ciało złożono w skalnym grobie i przywalono kamieniem, czyż i na to nie otrzymasz świadectwa proroków? Gdy słyszysz, że Go ukrzyżowano z łotrami, czyż nie masz zobaczyć, czy i o tym nie napisano? Gdy słyszysz o Jego pogrzebaniu, czy nie masz się oglądnąć za dokładnym tego opisem? Gdy słyszysz o Jego zmartwychwstaniu, czyż nie masz popatrzeć, gdzieśmy ci o tym powiedzieli? Bo „mowa moja i poselstwo moje nie wyrażają się w przekonywających słowach ludzkiej mądrości” (1 Kor 2, 4). Nie posługujmy się tu sofistycznymi dowodami, bo nie mają one żadnej siły. Słów nie zwycięża się słowami, które przemijają – głosimy natomiast ukrzyżowanego Chrystusa, zapowiedzianego przez proroków. Przyjmij te świadectwa i opieczętuj w swym sercu! Ponieważ jednak ich liczba jest wielka, a czasu mało, posłuchaj w miarę możliwości przynajmniej tych ważniejszych! Niech cię one zachęcą do podjęcia trudu w poszukiwaniu jeszcze innych. Bo ręka twoja winna nie tylko wyciągać się do brania, lecz też być gotowa do pracy. Bóg daje wszystko. „Jeśli komu z nas zbywa na mądrości, niech prosi Boga o nią, który udziela, a otrzyma” (Jk 1, 5). Niech Bóg przez waszą modlitwę udzieli daru wymowy nam, którzy uczymy, i wam wiary, którzy słuchacie.
 
9
 
Szukajmy więc świadectw dla cierpień Chrystusa! Bośmy się tu zebrali nie dla teoretycznego tylko wyjaśnienia Pisma Świętego, lecz dla przekonania się o prawdzie tego, cośmy przyjęli w wierze. Niedawno otrzymałeś świadectwa o przyjściu Jezusa. Również o tym, że chodził po morzu; bo napisano: „Na morzu jest twa droga” (Ps 76, 20). Słyszałeś też o różnych uzdrowieniach. Zaczynam więc od początku męki Chrystusa. Judasz był zdrajcą. Przystąpił do Jezusa, mówiąc wprawdzie miłe słowa, ale w sercu knując wrogie zamysły. Mówi o tym psalmista: „Druhowie moi i przyjaciele z daleka stoją” (Ps 37, 12). W innym miejscu: „Łagodniejsze niż olej są ich słowa, a jednak są strzałami” (Ps 54, 22). Mówiąc: „Witaj Mistrzu”! (Mt 26, 49) Na śmierć wydał Pana. Nie baczył na słowa upomnienia: „Judaszu, pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego?” (Łk 22, 48). Jak gdyby Jezus powiedział do niego: „Pomnij na swe imię!" Bo „Judasz” znaczy „wyznanie”. Zawarłeś umowę, wziąłeś pieniądze, przyznaj się do tego! „Nie milcz, Boże, którego wychwalam, bo rozwarli na mnie usta niecne i podstępne! Mówili ze mną kłamliwym językiem, osaczyli mnie słowami nienawistnymi” (Ps 108, 1-2). Słyszałeś też niedawno, że było przy tym kilku arcykapłanów i że przed bramami miasta Jezusa związano. Przypomnij sobie jeszcze wykład psalmu, który wskazuje na czas i miejsce w słowach: „Wracają wieczorem, warczą jak psy i krążą po mieście” (Ps 58, 7. 15).
 
10
 
Posłuchaj też o trzydziestu srebrnikach. „Powiem im: Jeśli to uznacie za słuszne, dajcie mi zapłatę, a jeśli nie – zostawcie ją sobie” (Za 11, 12). Inna nagroda należy mi się od was za uzdrawianie ślepych i chromych, a inną otrzymuję: zamiast podziękowania hańbę, zamiast czci szyderstwo. Widzisz, jak to przepowiedziało Pismo? „I przeznaczyli im w nagrodę trzydzieści srebrników” (Za 11, 12). Co za wyraźne proroctwo! Jak bezbłędna wiedza Ducha Świętego! Nie mówi o dziesięciu ani dwudziestu, lecz wymienia dokładnie trzydzieści srebrników. Tyle też ich było. Powiedz mi jeszcze, proroku, na co idzie ta suma. Czy ją odbiorca zatrzymuje, czy oddaje? A gdzie powędruje w razie jej zwrotu? Prorok odpowiada: „Wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w domu Pana na piec do topienia” (Za 11, 13). Porównaj proroctwo z Ewangelią: „Dręczony wyrzutami sumienia rzucił Judasz srebrniki w świątyni i odszedł” (Mt 27, 3. 5).
 
11
 
Lecz tu trzeba wyjaśnić pozorną sprzeczność. Bo ci, co odrzucają proroków, zaznaczają, że gdy prorok mówi: „I wrzuciłem je w domu Pana na piec do topienia”, Ewangelia wyraża się: „I dali je za pole garncarza” (Mt 27, 10). Posłuchaj, iż oboje mówią prawdę! Otóż, gdy nabożni Żydzi, ówcześni arcykapłani, widzieli, że Judasz z żalu rzekł do nich: „Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną”, odpowiedzieli: „Co nam z tego? To twoja sprawa” (Mt 27, 4)! Jakże tedy? Nic was to nie obchodzi, żeście Go ukrzyżowali? Ten, który wziął zapłatę za zabójstwo i ją oddał, ma to uważać za swą sprawę, a was, którzy dokonaliście zabójstwa, nic to nie obchodzi! Powiedzieli potem do siebie: „Nie godzi się kłaść tych pieniędzy do skarbca, bo są zapłatą za krew” (Mt 27, 6). Z waszych własnych ust spada na was wyrok! Jeśli na potępienie zasługuje zapłata, to na potępienie zasługuje i czyn; jeśli przez ukrzyżowanie Chrystusa dokonujesz sprawiedliwego czynu, czemu nie przyjmiesz zapłaty? Ale zagadnienie, które chcemy rozwiązać, jest to, czy nie ma sprzeczności między „polem garncarza”, o którym mówi Ewangelia, a „piecem do topienia”, wspomnianym przez proroka? Otóż nie tylko złotnicy i hutnicy, lecz także garncarze mają piece. Oddzielają w nich dobre, żyzne, potrzebne części ziemi od żwirowatych, po ich usunięciu topią razem glinę z wodą i robią z niej w ten sposób naczynie. Czemu się więc dziwisz, gdy Ewangelia wyraża się dokładniej o polu garncarza, a prorok mówi tylko ogólnie, skoro proroctwo jest przeważnie ogólne?
 
12
 
Chrystusa związano i poprowadzono na dwór arcykapłana. Chcesz się dowiedzieć, że i to zostało przepowiedziane? Izajasz mówi: „Biada ich duszy? Bo złą myśl powzięli przeciw sobie, mówiąc: Zwiążmy sprawiedliwego, bo jest nam on niewygodny” (Iz 3, 9-10). Zaprawdę, biada ich duszy! To właśnie chcemy teraz ujrzeć. Izajasza przerżnięto – i lud został ocalony. Jeremiasza wrzucono do błota w studni – ale rana Żydów została uleczona. Była ona jeszcze mała, ponieważ, Żydzi zgrzeszyli tylko przeciw człowiekowi. Gdy jednak zgrzeszyli nie przeciw człowiekowi, lecz przeciw Bogu, który stał się człowiekiem, biada ich duszy! „Zwiążmy sprawiedliwego”! Jak to – zapyta ktoś – czyż ten, który Łazarza od czterech dni umarłego z więzów śmierci i Piotra z żelaznych pęt więzienia oswobodził, nie mógł siebie samego uwolnić? Gotowi byliby aniołowie, mówiąc: „Rozerwijmy ich więzy”! (Ps 2, 3). Ponieważ jednak postanowił przyjąć mękę, odstąpili od tego. Potem poprowadzono Jezusa na sąd przed starszych. Masz i na to świadectwo w słowach: „Pan wchodzi na rozprawę ze starszymi ludu i z jego książętami” (Iz 3, 14).
 
13
 
Arcykapłan, na swe pytanie usłyszawszy prawdę, oburza się, a złośliwy sługa wymierza Jezusowi policzek. Twarz, lśniąca niegdyś jak słońce (Mt 17, 2), pozwala się bić niecnym rękom. Inni też podchodzą i plują na twarz Tego, który śliną uzdrowił ślepego od urodzenia. „Tak się odpłacacie Panu, przewrotny, nierozumny ludu?” (Pwt 32, 6). Również prorok zdziwiony mówi: „Panie, kto uwierzył temu, cośmy usłyszeli?” (Iz 52, 1). Było nie do uwierzenia, że Bóg, Syn Boży i ramię Pana, tak cierpi. Aby jednak ci, którzy się zbawiają, nie stracili wiary, w imieniu Chrystusa napisał Duch Święty: „Grzbiet mój podałem bijącym’ – przed ukrzyżowaniem bowiem kazał go Piłat ubiczować – „i moje policzki rwącym mi brodę, nie odwróciłem twarzy przed zniewagami” (Iz 50, 6). Jakby chciał powiedzieć: Wiedziałem naprzód, że mnie będą bić, a jednak nie odwróciłem policzka. Jak umocniłbym swych uczniów na śmierć za prawdę, gdybym się sam tego lękał? Powiedziałem: „Kto miłuje swoje życie, straci je” (J 12, 25) . Gdybym miłował swoje życie i nie czynił tego, co głosiłem, jakim byłbym nauczycielem? On sam tedy, choć był Bogiem, chciał wpierw cierpieć od ludzi, abyśmy się nie wstydzili coś od ludzi wycierpieć. Jak widzisz, i to prorocy przepowiedzieli wyraźnie. Musimy – jak powiedzieliśmy – wiele innych świadectw Pisma Świętego pominąć z braku czasu. Gdyby kto chciał wszystko dobrze zbadać, znalazłby na wszystko wiele świadectw.
 
14
 
Związany przyszedł Jezus od Kajfasza do Piłata. Czy napisano i o tym? „Związali go i poprowadzili jako dar do króla Jarim” (Oz 10, 3). Krytyczny słuchacz postawi zarzut, iż Piłat nie był królem (by już pominąć wiele innych punktów tego zagadnienia). Jak więc Go związali i poprowadzili jako dar do króla? Ale czytaj Ewangelię: „Gdy Piłat usłyszał, że Jezus jest Galilejczykiem, odesłał go do Heroda” (Łk 23, 6). Herod zaś był wtedy królem i przebywał w Jerozolimie. Bacz na ścisłość proroka! Mówi on, iż jako dar mu Go posłano. „Tegoż dnia Piłat i Herod, którzy przedtem żyli z sobą w niezgodzie, stali się znów przyjaciółmi” (Łk 23, 12). Przystało, by Ten, który miał pojednać ziemię i niebo, uczynił pokój najpierw u swych sędziów. Sam Pan był obecny, który „jedna serca książąt ziemi” (Hi 12, 24). Bacz na to dobrze, co prorocy wyraźnie i prawdziwie świadczą!
 
15
 
Podziwiaj Pana stojącego przed sędzią! Pozwolił, że Go żołnierze tu i tam włóczyli. Piłat siedział, gdy sądził, a Ten, który siedzi po prawicy Ojca, stał sądzony. Lud przez Niego z Egiptu wyprowadzony wołał: „Precz z Nim, precz! Ukrzyżuj Go!” (J 19, 15) Za co? Czy za to, że uzdrawiał ślepych, że chromym dawał siłę do chodzenia? Czy za inne dobrodziejstwa? Przerażony prorok mówi o tym: „Przeciw komu otwieracie usta, przeciw komu rozpuszczacie język?” (Iz 57, 4). I sam Pan mówi u proroka: „Dziedzictwo moje stało się dla mnie jak lew wśród zarośli; podniósł ryk przeciw mnie, przeto go nienawidzę: (Jr 12, 8). Nie ja ich odrzuciłem, lecz oni mnie odrzucili. Dlatego mówię dalej: „Pozostawiłem swój dom” (Jr 12, 7).
 
16
 
Jezus milczał, gdy zaczął się sąd nad nim. Piłat współczuł Mu i rzekł: „Czy nie słyszysz, ile skarg przeciw Tobie wytaczają?” (Mt 27, 13) Nie znał skazanego, lecz bał się z powodu snu żony, jaki mu opowiedziała. Jezus milczał. Dlatego psalmista mówi: „Stałem się jak człowiek, co nie słyszy i nie ma w swych ustach odpowiedzi” (Ps 37, 15) oraz: „A ja nie słuchałem – jak głuchy, i jak niemy nie otworzyłem ust swoich” (Ps 37, 14). Słyszałeś już o tym wcześniej, jeno sobie przypomnij!
 
17
 
Żołnierze otaczają Jezusa i wyśmiewają się z Niego. Pan staje się dla nich przedmiotem szyderstw, natrząsają się z Władzy. „Patrzyli na mnie, potrząsali głową” (Ps 108, 25). Inscenizują hołd królewski, szydzą, klękając przed Nim, żołnierze krzyżują Go, ale wpierw narzucają na Niego płaszcz purpurowy i wkładają Mu koronę na głowę. Cóż to ma do rzeczy, że jest z cierni? Każdego króla obwołują żołnierze. Dla uzmysłowienia tego musiał być i Jezus ukoronowany przez żołnierzy. Dlatego mówi Pismo w Pieśni nad pieśniami: „Wyjdźcie i spójrzcie, córki jerozolimskie, na króla Salomona w koronie, którą go ukoronowała jego matka” (Pnp 3, 11). Tajemnicą była i ta korona — uwalniała z grzechów, znosiła wyrok potępienia.
 
18
 
Adam otrzymał wyrok: „Przeklęta niech będzie ziemia z powodu twych czynów! Będzie ci rodzić ciernie i osty” (Rdz 3, 17-18). Dlatego bierze na siebie Jezus ciernie, aby znieść ten wyrok. Dlatego też został pogrzebany w ziemi, by przeklęta ziemia zamiast przekleństwa wzięła błogosławieństwo. Po grzechu nałożyli na siebie pierwsi rodzice figowe liście (Rdz 3, 7). Stąd ostatni swój cud zdziałał Jezus na drzewie figowym. Mianowicie, mając iść na mękę, przeklął figę, lecz dla obrazu tylko tę jedną. Powiedział: „Niech już nikt nigdy nie je z ciebie owocu” (Mk 11, 14). Niech będzie zniesiony wyrok! A ponieważ pierwsi ludzie okryli się liśćmi figi, przyszedł Jezus do figi w tym czasie, kiedy jeszcze nie było na niej owocu. Któż nie wie, że w zimie nie rodzi to drzewo owoców, lecz ma tylko liście? Czyż Jezus nie wiedział o tym, o czym wiedzą wszyscy? Wiedział, że tam nie znajdzie owocu, ale chciał pokazać, iż przekleństwo odnosi się tylko do liści.
 
19
 
Skoro dotknęliśmy historii raju, muszę przyznać, iż rzeczywiście podziwiam, jak głęboko jest tu wyrażona figura prawdy. W raju upadek – w ogrodzie zbawienie; z drzewa grzech – grzech aż do drzewa. Po południu, gdy Pan się przechadzał, ukryli się pierwsi rodzice (Rdz 3, 8), po południu też łotr przez Pana wprowadzony został do raju (Łk 23, 43-44). Ale ktoś mi powie: Przedstawiasz tylko własne wymysły, wskaż mi drzewo krzyża u proroków! Jeśli mi nie przytoczysz świadectwa z proroków, nie uwierzę. Posłuchaj Jeremiasza i uwierz! „Byłem prowadzony jak niewinny baranek na zabicie i o tym nie wiedziałem?” (Jr 11, 19) (Bo tak w formie pytania, jak się wyraziłem, masz czytać.) Czyż nie wiedział tego Ten, który rzekł: „Wiecie, że za dwa dni będzie Pascha i Syna Człowieczego wydadzą na śmierć krzyżową?” (Mt 26, 2). „Byłem prowadzony jak niewinny baranek na zabicie i o tym nie wiedziałem”? O jakiego baranka tu chodzi? Wyjaśnia to Jan Chrzciciel, mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata!” (J 1, 29). „Powzięli zły zamiar przeciw mnie...” (Jr 11, 19). Ten, który znał myśli, nie wiedział, co się z Nim stanie? A co powiedzieli? „Pójdźmy i włóżmy drzewo na chleb jego” (Jr 11, 19). Jeśli ci Pan pozwoli, dowiesz się jeszcze później, że według Ewangelii chleb był obrazem Jego ciała. „Pójdźmy, włóżmy drzewo na chleb Jego i zgładźmy go z ziemi żyjących”. Nie można zgładzić życia. Czemu się męczycie daremnie? „I Jego imienia już nie wspomną” (Jr 11, 19). Daremny wasz zamysł. Bo „jak długo świeci słońce, przetrwa Jego imię” (Ps 71, 17) w Kościele. Ponieważ życie zawisło na krzyżu, płakał Mojżesz i mówił: „Życie Twe będzie jakby w zawieszeniu, będziesz drżał dniem i nocą ze strachu, nie będziesz pewny życia” (Pwt 28, 66). Dopiero co też czytaliśmy: „Panie, któż uwierzył naszemu słuchaniu?” (Iz 53, 1).
 
20
 
Figurę krzyża przedstawił Mojżesz, przybijając węża, aby kto przez węża żywego został ukąszony i z wiarą spojrzał na węża miedzianego, został uzdrowiony. Przybity wąż miedziany przyniósł ratunek, a ukrzyżowany Syn Boży, który stał się człowiekiem, nam go nie przyniesie? Zawsze przychodziło z drzewa życie. Za Noego drewniana arka uratowała życie. Gdy za Mojżesza morze ujrzało laskę będącą tylko figurą, cofnęło się z bojaźni. Taką moc miała laska Mojżesza, a krzyż Zbawiciela jest bezsilny? Pomijam – dla krótkości – wiele innych typów. Za czasów Mojżesza drzewo czyniło wodę słodką (Lb 21, 9), z boku Jezusa spłynęła na krzyż woda.
 
21
 
Krew i woda były początkiem cudów Mojżesza. To samo było ostatnim cudem Jezusa. Mojżesz najpierw przemienił rzekę w krew – Jezus kazał na końcu wodzie i krwi wypłynąć ze swego boku z powodu dwu głosów – sędziego i wołającego ludu, lub z powodu wiernych i niewiernych. Gdy bowiem Piłat powiedział: „Nie jestem winien” i umył w wodzie swe ręce, lud zawołał: „Niech jego krew spłynie na nas!” (Mt 27, 25). Jedno i drugie wypłynęło z boku: woda dla sędziego, krew dla wołającego ludu. Można to jeszcze inaczej rozumieć. Dla Żydów była krew, dla chrześcijan woda. Na pierwszych Jego prześladowców z krwi przyszło przekleństwo, dla ciebie zaś jako wierzącego przyjdzie teraz z wody zbawienie. Nic bowiem, nie stało się bez celu. Ojcowie nasi w swych objaśnieniach Pisma Świętego podają tu jeszcze inne uzasadnienie. Ponieważ zbawienny chrzest według Ewangelii działa w dwojaki sposób – w katechumenach przez wodę, w czasie prześladowania zaś w świętych Męczennikach przez ich krew – wypłynęły z boku Zbawiciela krew i woda, aby tak w chrzcie jak i w czasie męczeństwa za Chrystusa zapewnić łaskę wyznania.
Jest jeszcze inne wyjaśnienie rany w boku. Pierwszą, która spowodowała grzech, była z boku utworzona kobieta. Gdy jednak przyszedł Jezus, aby tak mężczyznom, jak i kobietom darować przebaczenie, pozwolił sobie przebić bok dla kobiet, aby je uwolnić z grzechu.
 
22
 
Jeśli kto chce dalej badać, może znaleźć jeszcze inne uzasadnienia, ale to, co powiedziano, wystarczy, tak dla ograniczonego czasu, jak i by się uszom słuchaczy nie stać ciężkim – choć nigdy nie powinniśmy czuć się zmęczeni słuchaniem nauki o ukoronowaniu Pana, zwłaszcza tu na świętej Golgocie. Gdy bowiem inni o niej tylko słyszą, my ją widzimy i dotykamy. Niech więc nikt nie odczuwa zmęczenia! Chwyć za broń dla krzyża przeciw wrogom! Postaw wiarę w krzyż jako znak zwycięstwa przeciw buntownikom! Gdy masz dyskutować z niewierzącymi o krzyżu Chrystusa, uczyń wpierw ręką znak krzyża Chrystusowego, a przeciwnik zamilknie. Nie wstydź się wyznać krzyża! Aniołowie nim się chlubią: „Wiemy, kogo szukacie, Jezusa ukrzyżowanego” (Mt 25, 8). Nie mogłeś, aniele, powiedzieć: „Wiem, kogo szukacie”. „Mego Pana”. „Ale wiem – mówi z naciskiem – ukrzyżowanego”. Koroną jest krzyż, nie hańbą.
 
23
 
Wróćmy do dowodów z proroków! Ukrzyżowano Pana. Masz na to świadectwo. Widzisz Golgotę. Wołaniem i pochwałą wyrażasz uznanie. Bacz, byś się w czasie prześladowania nie załamał! Niech nie tylko w pokoju będzie ci krzyż radością, lecz i w prześladowaniu zachowaj tę samą wiarę! Nie bądź w czasie pokoju przyjacielem Jezusa, a w czasie wojny Jego wrogiem! Otrzymujesz teraz odpuszczenie grzechów i duchowe dary łaski swego Króla. W razie wojny walcz dzielnie za swego Króla. Jezusa, który był bez grzechu dla ciebie ukrzyżowano, a ty nie chcesz dać się ukrzyżować za Tego, którego za ciebie ukrzyżowano? Nie okazujesz Mu łaski, bo ją pierwej otrzymałeś, lecz oddajesz Mu łaskę, spłacając dług Temu, którego dla ciebie przybito do krzyża na Golgocie. Golgota znaczy „miejsce czaszki” (J 19, 17). Czym są ci, co to miejsce, na którym prawdziwa głowa, Chrystus, poniósł śmierć na krzyżu, nazwali Golgotą? Apostoł mówi: On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15). I zaraz potem: „On jest głową ciała Kościoła” (Kol 1, 18). I znów: „Głową dla każdego mężczyzny jest Chrystus” (1 Kor 11, 3). I jeszcze: „On jest głową wszystkich księstw i Władz” (Kol 2, 10). Głowa cierpiała na Golgocie. Prorocza nazwa! Upomina cię już nazwa: patrz na Ukrzyżowanego nie tylko jak na człowieka! On jest głową wszystkich Księstw i Władz! On jest ukrzyżowaną głową każdej Mocy i ma Ojca za głowę; bo „głową dla mężczyzny jest Chrystus, a Bóg dla Chrystusa” (1 Kor 11, 3).
 
24
 
Chrystus został za nas ukrzyżowany. Skazano Go w nocy, kiedy było zimno i dlatego palił się ogień. Ukrzyżowano Go o godzinie trzeciej. Od godziny szóstej do dziewiątej panowała ciemność, od dziewiątej zrobiło się znów jasno. Czy i to przepowiedziano! Zobaczymy! Zachariasz mówi: „W onym dniu nie będzie światła, lecz zimno i mróz będzie przez jeden dzień” (Za 14, 6). Zimno – dlatego Piotr grzał się (J 18, 18). „I on dzień znany jest Panu” (Za 14, 7). Czy nie zna Pan innych dni? Jest wiele dni, ale ten jest dniem cierpień Pana, który uczynił Pan. „Pan tylko wie o nim – nie będzie to dzień ani noc” (Za 14, 7). Co chce powiedzieć prorok w tych zagadkowych słowach? Ów dzień nie będzie to dzień ani noc? Co mamy przez to rozumieć? Ewangelia daje wyjaśnienie. Nie był to dzień, bo nie świeciło słońce od wschodu do zachodu, lecz w połowie dnia od godziny szóstej do dziewiątej panowała ciemność. Ale ciemność nazwał Bóg nocą (Rdz 1, 5). Nie był to więc ani dzień, ani noc. Nie było bowiem ani pełnego światła, by je można było nazwać dniem, ani pełnej ciemności, by ją nazwać można było nocą. Ale jeszcze po dziewiątej godzinie świeciło słońce. I to przepowiada prorok. Po słowach: „Nie był to dzień, ani noc” dodał: „wieczorną porą będzie jasno” (Za 14, 7). Widzisz, jak wyraźnie przedstawia prorok? Widzisz prawdę tego, co przepowiedziano długo naprzód?
 
25
 
Pytasz o dokładną godzinę zaćmienia słońca? Czy to było o piątej, ósmej, czy dziewiątej? Powiedz dokładnie, proroku, głuchym Żydom, kiedy zachodzi słońce! Prorok Amos mówi: „W onym dniu – mówi Pan – zajdzie słońce w południe” – właśnie od szóstej godziny panowała ciemność – „i zaćmi się w dzień światło na ziemi” (Am 8, 9) . Cóż to będzie za czas, proroku, i co za dzień? „Zaćmię wasze święta w żałobę” (Am 8, 10). Właśnie spełniło to się w czasie przaśników i w święto Paschy. Dalej mówi Amos: „I uczynię żałobę jak po umiłowanym i dni ostatnie jakby dzień goryczy” (Am 8, 10). W dniu przaśników i w święto płakały kobiety (Łk 23, 27), Apostołowie cierpieli ukryci. Podziwu godne jest to proroctwo.
 
26
 
Ale – ktoś powie – daj mi jeszcze inny znak! Jaki jeszcze mamy inny pewny znak tego, co się stało? Gdy Jezus został ukrzyżowany, miał tylko suknię i płaszcz. Żołnierze rozcięli Jego płaszcz na cztery części i podzielili go między siebie; sukni nie podzielili, bo wtedy na nic by się przydała, lecz rzucili los o nią i dali temu, kto wylosował. Płaszcz podzielono, suknię wylosowano. Czy i to przepowiedziano? Wiedzą o tym gorliwi śpiewacy psalmów kościelnych, którzy naśladując chóry anielskie chwalą zawsze Boga. Mają oni zaszczyt tu na Golgocie śpiewać psalmy i mówić: „Podzielili szaty moje, a rzucili los o suknię moją” (Ps 21, 19). Tak losowanie było losem żołnierzy.
 
27
 
Osądzony przez Piłata Jezus miał na sobie czerwoną szatę. „Tam włożyli nań płaszcz szkarłatny” (Mt 27, 28). Czy i to przepowiedziano? Izajasz mówi: „Któż to jest ten, który przybywa z Edomu, z Bosry idzie w szkarłatnych szatach?” (Iz 63, 1). Któż to jest, który ma szkarłatną szatę na hańbę? Bo to znaczy u Hebrajczyków Bosra. „Dlaczego jest czerwona twa suknia i szaty twe jak u tego, który wygniata winogrona?” (Iz 63, 2). Odpowiada: „Cały dzień wyciągałem ręce do ludu buntowniczego i niesfornego” (Iz 65, 2).
 
28
 
Wyciągnął ręce na krzyżu, aby objąć nimi całą ziemię. Golgota bowiem jest środkiem ziemi. A nie jest to moja nauka. Prorok powiedział: „Dokonałeś zbawienia w środku ziemi” (Ps 73, 12). Wyciągnął swe ludzkie ręce Ten, który swymi duchowymi rękami umocnił niebiosa. Przebite one zostały gwoźdźmi. Przez przybicie do krzyża i śmierć ludzkiej natury, obciążonej ludzkimi grzechami równocześnie i grzech umarł, a my w sprawiedliwości powstaliśmy z martwych (Rz 6, 6). Ponieważ przez jednego człowieka śmierć, przez jednego też życie, przez dobrowolną śmierć jednego człowieka, Zbawiciela. Pomnij na słowa: Mam moc ofiarować swe życie i mam moc je odzyskać” (J 10, 18).
 
29
 
Wycierpiał to Jezus, ponieważ przyszedł dla zbawienia wszystkich. Lecz ludzie źle się odpłacili. Jezus, który dla nich kazał wodzie wypłynąć z twardej skały, mówi: „Pragnę” (J 19, 28). Zażądał owoców od winnego szczepu, który sam zasadził. Cóż czyni winny szczep, który ze swej natury pochodzi od świętych Ojców, ale ma usposobienie Sodomy? „Ich winny szczep z Sodomy, ich latorośl z Gomory” (Pwt 32, 32). Spragnionemu Panu podają w umocowanej na trzcinie gąbce ocet. „Do mego pokarmu żółci domieszali, a kiedym pragnął, napoili octem” (Ps 68, 22). Omówiliśmy – jak widzisz – jasno proroków. Co to za gorzki napój, który Mu dano do ust? „Podali mu wino zmieszane z mirrą” (Mk 15, 23). Mirra jest paląca i gorzka. Tak dziękujecie Panu? Taki dar przynosi winny szczep swemu Panu? Słusznie płakał niegdyś prorok Izajasz na was i mówił: „Mój przyjaciel miał winnicę na żyznym pagórku” (Iz 5, 1). Aby nie cytować całego miejsca: „Spodziewałem się, że wyda winne grona, pragnąłem, aby dała wino, „lecz wydała ciernie”” (Iz 5, 2). Widzisz przecież koronę, jaką noszą. Cóż mam za to uczynić? „Rozkażę chmurom, aby nie spuszczały na nią deszczu” (Iz 5, 6). Odjęte zostały od nich chmury, mianowicie prorocy. Prorocy są dotąd jeszcze w Kościele. Dlatego mówi Paweł: „Co do proroków, niech przemawia tylko dwóch lub trzech – a inni winni to roztrząsać” (1 Kor 14, 29). I na innym miejscu: „Bóg ustanowił w Kościele jednych apostołami, drugich prorokami” (Ef 4, 11) . Prorokiem był Agabos, który sobie związał nogi i ręce (Dz 21, 11).
 
30
 
O łotrach, których ukrzyżowano z Jezusem, napisano: „Został policzony pomiędzy przestępców” (Iz 53, 12). Obydwaj byli przestępcami. Lecz jeden nim nie pozostał. Drugi do końca łamał prawa, niepodatny na zbawienie. Związane miał ręce, lecz lżył i bluźnił językiem. Przechodzący Żydzi potrząsali głową, szydząc z Ukrzyżowanego, wypełniając tak Pismo Święte: „Widzieli mnie i potrząsali głową” (Ps 108, 25). Jeden łotr bluźnił razem z nimi, drugi ganił bluźniącego. Dla niego koniec życia był początkiem życia lepszego, oddaniem duszy na przyjęcie zbawienia. Zganiwszy tamtego, rzekł: „Pomnij na mnie, Panie!” (Łk 23, 42) – Do Ciebie kieruję swe słowo, odpuść mu, zaślepione są oczy jego ducha! Ale na mnie pomnij! Nie mówię: Pomnij na me czyny, bo napełniają mnie one trwogą. Każdy człowiek współczuje z towarzyszami podróży, ja jestem twym towarzyszem na drodze do śmierci. Pomnij na mnie, na swego towarzysza? Nie mówię: Teraz już pomnij na mnie, lecz „gdy wejdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 43).
 
31
 
Co za moc cię, łotrze, oświeciła? Kto cię pouczył, abyś prosił Tego, który był wyśmiany i z tobą ukrzyżowany? O światłości odwieczna, która oświecasz będących w ciemności! Słusznie łotr usłyszał słowa: „Bądź spokojny” (Łk 23, 43)! Nie zasłużyłeś swymi czynami na pociechę, ale Król jest gotów udzielić ci łaski. Długo trzeba było czekać, by łotr prosił, lecz łaska była szybka. „Zaprawdę powiadam ci, dziś jeszcze będziesz ze mną w raju” (Łk 23, 43), bo dziś usłyszałeś mój głos i nie zatwardziłeś swego serca. Wnet wydałem wyrok na Adama – tobie wnet daruję łaskę. Do Adama było powiedziane: „W dniu, w którym zjesz z tego drzewa, umrzesz śmiercią” (Rdz 2, 17). Ty dziś poszedłeś za wiarą i dziś będziesz zbawiony. Adam upadł przez drzewo – ty przez drzewo zostaniesz wprowadzony do raju. Nie bój się węża, on cię już nie wypędzi, bo on wypadł z nieba (Łk 10, 18). Nie mówię ci: Dziś umrzesz, lecz: Dziś będziesz ze mną. Bądź spokojny, nie zostaniesz wypędzony! Nie lękaj się ognistego miecza (Rdz 3, 24)! On boi się Pana! O wielka i niewypowiedziana łaska! Nie wszedł jeszcze do raju wierny Abraham, a łotr już wchodzi. Jeszcze nie weszli Mojżesz i prorocy, a grzeszny łotr wchodzi. Przed tobą już dziwił się temu Paweł, gdy powiedział: „Gdzie wzmógł się grzech, tam tym obficiej wylała się Łaska” (Rz 5, 20). Ci, co „znosili upalenie” (Mt 20, 12), jeszcze nie weszli, a wszedł ten, który przyszedł o jedenastej godzinie. Niech nikt nie mruczy przeciw gospodarzowi, bo on mówi: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czyż nie wolno mi w swych sprawach postąpić jak zechcę?" (Mt 20, 13. 15). Łotr chce czynić dobrze, lecz śmierć przychodzimy pierwej. Nie czekam na czyn, przyjmuję już wiarę. „Ja, który pasę między liliami, przyszedłem paść w ogrodach” (Pnp 6, 1-2). Odnalazłem zgubioną owcę i biorę ją na swe ramiona. Uwierzył, skoro powiedział: „Chodziłem po manowcach jak zgubiona owca” (Ps 118, 176). „Wspomnij mnie, Panie, gdy będziesz w raju”!
 
32
 
O tym ogrodzie śpiewałem już w pieśniach dla mej oblubienicy i powiedziałem jej: „Wchodzę do mego ogrodu, siostro ma, oblubienico” (Pnp 5, 1). „A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród” (J 19,41). Co stamtąd bierzesz? „Zbieram swą mirrę” (Pnp 5, 1). Gdy Jezus wypił z mirrą zmieszane wino i ocet, rzekł: „Wykonało się” (J 19, 30). Wykonała się tajemnica, wypełniło się Pismo, odpuszczone zostały grzechy. „Chrystus zjawił się jako arcykapłan dóbr przyszłych; przeszedł przez większy i doskonalszy przybytek, który nie jest uczyniony ludzką ręką, a w ogóle nie należy do tego świata, i wstąpił raz na zawsze do Świętego Świętych, nie z krwią kozłów lub cielców, lecz z własną krwią, dokonawszy zbawienia wiecznego. Jeśli już krew kozłów i wołów, jeśli popioły jałowicy, którymi pokrapia się skażonych, powodują zewnętrzne oczyszczenie i uświęcenie, ileż więcej krew Chrystusa” (Hbr 9, 11-14)! Dalej: „Mamy więc bracia, zapewnione wejście do świątyni mocą krwi Jezusa; to jest ta nowa droga życia, którą nam otworzył poprzez zasłonę, którą też przebyło ciało jego” (Hbr 10, 19-20). Ponieważ ciało jego, zasłona, została zhańbiona, dlatego rozdarła się zasłona świątyni, będąca jej obrazem, jako napisano: „A oto zasłona świątyni rozdarła się na dwie części od góry do dołu” (Mt 27, 51), i nic najmniejszego z niej nie pozostało. Ponieważ Pan powiedział: „Teraz dom wasz stanie pustką” (Mt 23, 38), został razem z nią rozdarty.
 
33
 
To wycierpiał Zbawiciel, ponieważ przez swą krew krzyża chciał pojednać ze sobą to, co jest w niebie i na ziemi” (Kol 1, 20). Przez grzech byliśmy wrogami Boga i Bóg postanowił, aby ten, który grzeszy, musiał umrzeć. Dlatego musiało stać się jedno z dwojga – albo winien był Bóg jako prawdziwy wszystkich unicestwić, albo jako miłosierny znieść wyrok. Lecz patrz na Bożą mądrość! Zabezpieczył i wyrokowi prawdziwość, i miłosierdziu skuteczność. Chrystus „wziął grzechy w ciele na drzewo krzyża” (1P 2, 24), abyśmy przez Jego śmierć umarli grzechom, żyli w sprawiedliwości. Niemały był Ten, który za nas umarł. Nie był nierozumnym barankiem. Nie był tylko człowiekiem, nie był też tylko aniołem. Był Bogiem, który stał się człowiekiem. Niesprawiedliwość grzeszników nie była tak wielka jak sprawiedliwość Tego, który za nas umarł. Nie zgrzeszyliśmy tak, jak On okazał sprawiedliwość, życie swe oddając za nas. Oddał je, kiedy chciał. I wziął znowu, kiedy chciał. Chcesz się przekonać, że nie zmuszony ofiarował swe życie i dobrowolnie oddał swego ducha? Do Ojca swego zawołał: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego” (Łk 23,46). Oddaję go, abym go wziął znowu. „Po tych słowach oddał ducha swego” (Łk 23, 46), ale nie na czas dłuższy, bo wnet powstał z martwych.
 
34
 
Zaćmiło się słońce z powodu Słońca sprawiedliwości. Skały pękały z powodu skał duchowych. Groby się otwierały i umarli wstawali z powodu Tego, który był wolny między umarłymi. „Wypuścił jeńców z bezwodnej cysterny” (Za 9, 11). Nie wstydź się więc Ukrzyżowanego, lecz z radosną ufnością wyznaj: „On niesie nasze grzechy i za nas cierpi, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 4-5). Nie bądźmy niewdzięczni względem naszego Dobroczyńcy! I znów: „Za grzechy mego ludu został zbity na śmierć; grób Mu wyznaczą między bezbożnymi i w śmierci będzie z bogatymi” (Iz 53, 8-9). Dlatego mówi Paweł: „Chrystus umarł za nasze grzechy według Pisma, został pogrzebany i trzeciego dnia zmartwychwstał według Pisma” (1 Kor 15, 3).
 
35
 
Chcemy dokładnie wiedzieć, gdzie Jezus został pogrzebany. Czy Jego grób uczyniły ludzkie ręce? Czy wznosi się On na sposób grobów królewskich? Czy go zbudowano z kamieni? Co na nim umieszczono? Prorocy, wskażcie nam miejsce Jego grobu! Gdzie go mamy szukać? Odpowiadają: „Wejrzyjcie na skałę, którą kuliście! Wejrzyjcie i zobaczcie” (Iz 51, 1) ! W Ewangelii czytasz: „W grobowcu, który był wykuty w skale” (Mk 15, 46). I co dalej? Jakie były drzwi grobowca? Znów mówi inny prorok: „W jamie chcieli mnie zniszczyć, rzucali na mnie kamienie” (Lm 3, 53). Ja, „wybrany cenny kamień węgielny” (Iż 28, 16) jestem położony na krótki czas pod kamieniem. Jestem kamieniem obrazy dla Żydów, kamieniem zbawienia dla wiernych. Drzewo życia zostało zasadzone w ziemi, by przeklęta niegdyś ziemia stała się uczestniczką błogosławieństwa i umarli osiągnęli zbawienie.
 
36
 
Nie wstydźmy się wyznać ukrzyżowanego? Ufnie uczyńmy znak krzyża palcami na czole i na wszystkim chlebie, który spożywamy, na kielichu, który pijemy, przy wejściu i wyjściu, przed snem, kładąc się na spoczynek, przy wstawaniu, chodzeniu i spoczynku! Jest on wielką obroną. Nie muszą za niego płacić ubodzy, trudzić się słabi. Od Boga jest dany jako łaska. Krzyż jest znakiem wierzących, postrachem szatanów. W krzyżu odnosi triumf nad nimi wierny, jeżeli się nim znaczy z ufnością. Na widok krzyża przypominają sobie Ukrzyżowanego. Lękają się Tego, który smokowi starł głowę. Ceń tę pieczęć, a ponieważ jest darmo dana, czcij Dobroczyńcę tym więcej!
 
37
 
Jeżeli wdasz się z kimś w dyskusję, choćby ci brakło dowodów, powinieneś wytrwać w wierze. Jeśli zaś jesteś gruntownie wykształcony, zamknij Żydom usta słowami proroków, a poganom ich własnymi mitami. Poganie czczą tych, którzy zginęli od pioruna. Piorun spada z nieba, ale nie spada przecież niepostrzeżenie. Jeśli poganie nie wstydzą się czcić niemiłych bogu zabitych piorunem, ty masz się wstydzić czci Ukrzyżowanego Bożego Syna, którego Bóg kocha? Wstydziłbym się przedstawić dzieje tzw. bogów, pomijam to też z braku czasu. Kto zna ich dzieje, może o tym mówić. Należny też zatkać usta wszystkich heretyków. Jeśli który twierdzi, że krzyż jest głupstwem, odejdź od niego! Nie wdaj się też z tymi, którzy uczą, że Chrystus był tylko pozornie ukrzyżowany! Gdyby był pozornie tylko ukrzyżowany, pozorne byłoby i z krzyża płynące zbawienie. Gdyby krzyż był czymś pozornym, czymś pozornym byłoby i zmartwychwstanie. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, bylibyśmy jeszcze w swych grzechach. Gdyby krzyż był czymś pozornym, pozorne byłoby wniebowstąpienie, takie byłoby i drugie przyjście i wszystko inne nie miałoby oparcia.
 
38
 
Przede wszystkim trzymaj się krzyża – niewzruszonego fundamentu! Na nim buduj wszystko, co wynika z wiary. Nie zapieraj się krzyża! Jeśli się go zaprzesz, wielu cię oskarży. Oskarży cię zdrajca Judasz, bo on wie, że Jezusa skazali na śmierć arcykapłani i starsi ludu. Świadkami są srebrniki. Świadkiem jest ogród Getsemani, gdzie doszło do zdrady. Nie wymieniam góry Oliwnej, gdzie modlili się ci, którzy byli w nocy przy Jezusie. Świadkiem jest w nocy świecący księżyc. Świadkiem jest dzień i zaćmione słońce, nie mogące patrzeć na zbrodnie wrogów, Oskarży cię ogień, przy którym Piotr stał, by się ogrzać. Jeśli się zaprzesz krzyża, będzie czekał na ciebie ogień wieczny. Rzucam straszne słowa, abyś nie przeżywał strasznych rzeczy. Pomnij na miecze, z którymi w Getsemani rzucono się na Jezusa, abyś ty nie doznał wiecznego miecza. Oskarży cię dom Kajfasza, który teraz zburzony, głosi potęgę Tego, którego w nim wtedy osądzono. Stanie przeciw tobie w dniu sądu sam Kajfasz. Stanie przeciw tobie służący, który dał Jezusowi policzek, staną ci, co Jezusa związali i pojmali. Staną przeciw tobie Herod i Piłat. Powiedzą: Dlaczego zapierasz się Tego, którego przed nami znieważyli Żydzi, o którym jednak wiedzieliśmy, iż nie miał żadnego grzechu? Bo ja, Piłat, umyłem wtedy ręce. Staną przeciw tobie fałszywi świadkowie i żołnierze, którzy Jezusowi włożyli płaszcz purpurowy i cierniową koronę, którzy Go na Golgocie przybili do krzyża i o Jego suknię los rzucili. Oskarży cię Szymon z Cyreny, który pomógł nieść krzyż Jezusowi.
 
39
 
Z ciał niebieskich oskarży cię zaćmione słońce, z płodów ziemi z mirrą zmieszane wino, z roślin trzcina, z ziół hyzop, z morskich jestestw gąbka, spośród drzew – drzewo krzyża. Oskarżą cię żołnierze, którzy Chrystusa przybili gwoździami i o suknię Jego los rzucili, żołnierz, co włócznią otworzył bok Jego, obecne tam kobiety, rozdarta zasłona świątyni, pretorium Piłata, leżące teraz w gruzach przez moc Tego, który wtedy został ukrzyżowany, oskarży cię ta święta Golgota, która do dziś wskazuje, jak wtedy dla Chrystusa rozpadły się skały, oskarży cię blisko leżący grób, w którym został pochowany, u wejścia położony kamień, który dziś jeszcze leży przy grobie, oskarżą cię obecni tam wtedy aniołowie, modlące się po zmartwychwstaniu kobiety, Piotr i Jan, którzy do grobu przybyli, Tomasz, który swą rękę włożył w bok Jezusa i swe palce w ślady gwoździ. Dla nas Tomasz dotknął Go; co ty, który wtedy przy tym nie byłeś, chciałeś badać, to on przy tym obecny stwierdził z boskiego zrządzenia.
 
40
 
Za świadków krzyża masz dwunastu apostołów, całą ziemię i świat wraz z ludźmi wierzącymi w Ukrzyżowanego. Już to, że tu jesteś obecny, winno cię przekonać o mocy Ukrzyżowanego. Bo któż cię na to zebranie sprowadził? Jacy żołnierze, jakie więzy zmusiły? Jaki wyrok sędziego cię tu wpędził? Naprawdę, zbawczy znak zwycięstwa Jezusa, krzyż, sprowadził tu wszystkich. Krzyż uczynił sługami Persów, ogładził Scytów. Krzyż w miejsce kultu kotów i psów i wielorakich błędów przyniósł Egipcjanom znajomość Boga. Krzyż i dzisiaj uzdrawia choroby, wypędza szatanów, burzy mamidła zabobonów i czarów.
 
41
 
Z Jezusem ukaże się kiedyś krzyż na niebie. Przyjdzie znak zwycięstwa, aby na Jego widok Żydzi, którzy Go przybili i wyśmiali, wzbudzili w sobie skruchę. „Narzekać będą wszystkie pokolenia” (Za 12,12). Wtedy poczują żal, gdy czas pokuty minie. Chlubmy się więc krzyżem, wielbiąc Pana, dla nas posłanego i ukrzyżowanego, Ducha Świętego, który posłał Jezusa. Jemu chwała na wieki wieków. Amen.
 
Tekst za Cyryl Jerozolimski, Katechezy przedchrzcielne i mistagogiczne, tł. ks. W. Kania, BOK 14, Wydawnictwo M, Kraków 2000, s. 185-206.
]]>
http://ksiadzartur.pl/ex-libris/2011/04/16/41-wskrzeszenie-lazarza/ <![CDATA[Wskrzeszenie Łazarza]]> 2011-04-22T08:13:26+02:00  
Św. Chromancjusz z Akwilei, Homilia o wskrzeszeniu Łazarza
 
1
 
Zaprawdę, wieloma znakami i cudami nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus objawił potęgę swojego Bóstwa, lecz najwyraźniej uczynił to po śmierci Łazarza, jak to słyszeliście kochani w dzisiejszym czytaniu. Pokazał On, że jest Tym, o Którym napisano: „Pan Zastępów jest z nami, twierdzą naszą Pan Bóg Jakuba” (Ps 45, 8). Te zaś cuda potężne Pan i Zbawiciel nasz czynił na dwa sposoby: cielesny i duchowy, widzialna i niewidzialne, aby przez dzieło widzialne okazać moc niewidzialną. Powyżej ewangelista opisał, jak Pan za pomocą czynu widzialnego oświecił światłem oczu niewidomego od urodzenia, aby swoją niewidzialną mocą oświecić ślepotę Żydów światłem Jego poznania. W dzisiejszym czytaniu przywrócił zaś życie umarłemu Łazarzowi, aby niewierne serca Żydów wzbudzić do życia ze śmierci grzechu. I rzeczywiście, wielu Żydów z powodu wskrzeszenia Łazarza uwierzyło Chrystusowi. Poznali bowiem we wskrzeszeniu Łazarza objawiającą się potęgę Syna Bożego. Rozkazywać bowiem śmierci swoją własną mocą nie leży w gestii ograniczonej natury człowieka, lecz jest właściwe naturze Bożej.
Czytamy wprawdzie, że także Apostołowie wskrzeszali zmarłych. Oni jednak uprzednio prosili Pana o łaskę wskrzeszenia (Dz 9, 40; 20, 9-12). Wskrzeszali więc nie swoją własną potęgą, lecz po wezwaniu Imienia Chrystusa, który panuje nad śmiercią i życiem. Natomiast Syn Boży wskrzesił Łazarza swoją własną potęgą. Zresztą popatrzmy. Skoro Pan rzekł: „Łazarzu, wyjdź za zewnątrz!” (J 11, 43) ten natychmiast wyszedł z grobowca i śmierć nie potrafiła zatrzymać tego, którego wzywało Życie. W nozdrzach odczuwano jeszcze woń grobową, a tu nagle Łazarz stanął żywy. Śmierć nie wyczekiwała na ponowne wezwanie głosu Zbawiciela, gdyż nie mogła sprzeciwić się mocy Życia. Na pierwsze słowo Pana śmierć uwolniła więc zarówno ciało Łazarza z grobu, jak i jego duszę z otchłani. I cały Łazarz żywy wyszedł z grobowca. Trudniej kogoś ze snu obudzić, jak (Panu) Łazarza ze śmierci. Woń trupa odczywano jeszcze w nosdrzach, a oto Łazarz stanął żywy. 
 
2
 
Powiedział więc Pan do swoich uczniów, jak słyszeliście kochani w dzisiejszym czytaniu: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz ja idę, aby go obudzić” (J 11, 11). Dobrze Pan powiedział: "Przyjaciel nasz Łazarz śpi", ponieważ miał powstać ze śmierci jakby ze snu. Ale uczniowie, nie wiedząc dlaczego Pan to powiedział, rzekli do Niego: „Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje” (J 11, 17). Wtedy rzekł im w odpowiedzi wyraźniej: „Łazarz umarł, ale raduję się, że mnie tam nie było ze względu na was, abyście uwierzyli” (J 11, 14-15). Ale jeżeli tutaj Pan mówi, że cieszy się ze śmierci Łazarza z powodu uczniów, to co oznacza, co później Ewangelia opowiada, iż Chrystus płakał z powodu śmierci Łazarza? (J 11, 35) Zwróćmy jednak uwagę na powód radości i łez Pana. Cieszył się Pan ze względu na uczniów, płakał z powodu Żydów. Z powodu uczniów radował się, ponieważ ich wiara w Niego miała się przez zmartwychwstanie Łazarza umocnić. Płakał zaś nad niewiernością Żydów, ponieważ nawet po zmartwychwstaniu Łazarza nie uwierzyli w Niego, Chrystusa Pana. Albo dlatego Pan płakał, aby łzami swoimi zmyć grzechy świata. Jeżeli Piotr potrafił łzami swoimi oczyścić się z własnych grzechów, dlaczego my nie mogli byśmy uwierzyć, że grzechy świata mogły być zmyte łzami Pana? Zresztą, po płaczu Pana wielu z narodu żydowskiego uwierzyło. Po części niewiarę Żydów zwyciężyło uczucie życzliwości Pańskiej, zaś ich umysły, nieskore do zgody, zmiękczone zostały wylewem łez dobroci. I pewnie dlatego w obecnym czytaniu obydwie czynności Pana są opowiedziane: zarówno to, że się ucieszył i to, że zapłakał, ponieważ napisano: „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości” (Ps 125, 5). A więc łzy Pana były źródłem radości dla świata, gdyż On dlatego łzy ronił, abyśmy zasłużyli na radość. Ale wróćmy znów do porządku przedmiotu czytania.
Powiedział więc Pan do uczniów swoich: „Przyjaciel nasz umarł, ale że Mnie tam nie było, raduję się ze względu na was, abyście uwierzyli” (J 11, 14-15). Dopatrzmy się i tutaj tajemnicy. Jakże mógł Pan powiedzieć, że Go tam nie było? Skoro bowiem wyraźnie mówi: "Łazarz umarł", to okazuje wyraźnie, że Sam tam był obecny. Przecież Pan nie mógłby tego powiedzieć, gdyby tam nie był obecny. Nikt też Jego o tym nie poinformował. Jakim sposobem nie mógłby Pan być obecny w miejscu, gdzie Łazarz umarł, skoro swoim Boskim majestatem obejmuje wszystkie miejsca w świecie? Także tutaj nasz Pan i Zbawiciel wskazuje na tajemnicę ciała połączonego z Boskością. Nie był tam bowiem według ciała, lecz był tam obecny według Bóstwa, ponieważ Bóg jest wszędzie.
 
3
 
Gdy więc Pan przybył do Marii i Marty, sióstr Łazarza, zobaczywszy tłum Żydów, powiedział: "Gdzieście go położyli?" (J 11, 34) Czyżby Pan nie wiedział, gdzie Łazarza położono, jeżeli będąc nieobecnym ogłosił jednak na odległość, że Łazarz umarł, i który mocą majestatu swego Bóstwa był wszechobecny? Lecz Pan to uczynił na podstawie swego odwiecznego zwyczaju. Adama bowiem zapytał podobnie: „Adamie, gdzie jesteś?” (Rdz 3, 9) Nie jakoby nie wiedział, gdzie był Adam, ale zapytał dlatego, aby Adam wyznał swój grzech swymi własnymi ustami i mógł zasłużyć sobie na odpuszczenie grzechu. Kaina także zapytał: „Gdzie jest brat twój, Abel?” A ten odpowiedział: „Nie wiem” (Rdz 4, 9). Nie dlatego, jakby nie wiedział gdzie był Abel i dlatego Kaina zapytał, ale ponieważ ten zaprzeczył, zarzucił mu bratobójstwo, które popełnił na bracie. Wreszcie Adam, wyznając zapytującemu go Panu grzech popełniony, otrzymał przywrócone łaską dary, Kain zaprzeczając został skazany na wieczne męki. Podobnie tutaj, gdy Pan pyta; „Gdzie go położyliście?”, to nie pyta dlatego, jakby nie wiedział, gdzie Łazarza pochowano, ale po to, aby tłum Żydów poszedł z Nim do grobowca Łazarza i widząc Bożą potęgę Chrystusa ujawnioną we wskrzeszeniu Łazarza, byli oni świadkami przeciw samym sobie, iż nie uwierzyli tak wielkiej mocy. Powiedział bowiem wyżej Pan do nich: „Choćbyście we mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i uwierzyli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (J 10, 38).
Następnie, podszedłszy do grobowca powiedział do stojących wokoło Żydów: „Usuńcie kamień”. Cóż powiemy? Czyż Pan nie mógł usunąć kamienia od grobowce swoim rozkazem? On, który bramy piekielne otworzył własną mocą? Ale co mógł sprawić mocą ludzi, to polecił wykonać ludziom, co zaś należało do Bożej potęgi, w tym okazał potęgę Boską. Usunąć bowiem kamień od grobowca należy do ludzkiej siły, duszę zaś wywołać z otchłani to jest dzieło Bożej potęgi. Zaprawdę łatwo by Mu było samym rozkazem i jednym słowem usunąć kamień od grobowca gdyby zechciał, Ten, który słowem stworzył świat.
 
4
 
Gdy przeto usunięto kamień od grobowca, zawołał Pan donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnętrz!”, okazując, że jest Tym, o którym napisano: „Głos Pana pełen potęgi, głos Pana pełen dostojeństwa” (Ps 28, 4) oraz: „Oto wydał głos swój, głos potężny” (Ps 67, 34). Zaiste, głosi, Ten jest pełen mocy i wspaniałości skoro natychmiast przywołał Łazarza ze śmierci do życia i oddał duszę ciału zmarłego zanim dźwięk tego głosu przebrzmiał. Chociaż gdzie indziej było ciało a gdzie indziej dusza, to jednak głos Pana natychmiast i duszę ciału przywrócił i ciało duszy przedstawił. Przeraziła się bowiem śmierć usłyszawszy głos o takiej mocy. I nic dziwnego, że na jeden dźwięk głosu Pańskiego mógł Łazarz zmartwychwstać, skoro wszyscy, którzy są w grobach, na jedno słowo głosu Pańskiego zmartwychwstaną, jak to sam Pan w Ewangelii oświadczył: „Nadchodzi godzina, a nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, którzy usłyszą, żyć będą” (J 5, 25).
Stąd bez wątpienia śmierć usłyszawszy wtedy głos Pana mogłaby od siebie uwolnić wszystkich umarłych, gdyby nie poznała, że właśnie Pan wywołuje Łazarza. Gdy więc Pan powiedział: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz, wyszedł umarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą” (J 11, 44). Co i tu powiemy? Czyżby Pan nie potrafił porwać opasek stroju pogrzebowego, choć rozdarł więzy śmierci? Lecz Pan i Zbawiciel nasz okazał i tu podwójną moc swego działania na Łazarzu, aby choć w ten sposób wlać wiarę podatną do uwierzenia w niewiarę Żydów. Bo nie mniejsze zdziwienie powodował widok Łazarza idącego mimo związanych nóg, jak jego zmartwychwstanie.
]]>
http://ksiadzartur.pl/homilie/2011/04/03/14-uwierzyc-i-pojsc-za-jezusem/ <![CDATA[Uwierzyć i pójść za Jezusem]]> 2011-04-21T14:52:21+02:00 W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha;
 

Drodzy bracia i siostry!

 

Słowa wypowiedziane przez Chrystusa w dzisiejszej Ewangelii dotyczą każdego z nas i świata w którym żyjemy. Chrystus mówi: „O rodzie bez wiary! Jak długo będę z wami? Dokąd będę was znosił?” Słuchając ich dotykamy bardzo ważnego problemu nie tylko w życiu człowieka, lecz także całego stworzenia, mianowicie problemu wiary. Wokół niego koncentruje się życie całego stworzenia, gdyż człowiek, stworzony na Boży obraz i podobieństwo, jest ukoronowaniem stworzenia. Świat jawi się takim, jakim jest człowiek, odzwierciedla jego postawę i problemy, lęki, fobie, zło, szaleństwo, rozpacz, nienawiść i głupotę. Odzwierciedla także jego miłość, ofiarność, czynienie dobra, miłosierdzie, przyjaźń, spokój i mądrość. Realizacja tego wszystkiego w ogromnym stopniu zależy od siły naszej wiary i zaufania Bogu. Brak wiary rodzi problemy i lęki, rozpacz i nienawiść, zawiść i chciwość. Wiara czyni nas ufnymi, miłującymi, spokojnymi i ofiarnymi. Bez wiary życie w świecie nie jest możliwe. Wiara to dar Boży, dzięki któremu uzyskujemy orientację w świecie. Jest czymś w rodzaju Bożego kompasu, który pokazuje nam, jaki powinien być prawidłowy kierunek naszych dążeń i zamysłów naszych serc. Kieruje nas ku przystani, gdzie odnajdziemy wytchnienie i spokój. Pięknie wyraził to bł. Augustyn w swoich Wyznaniach: „nie znajdzie serce moje pokoju, dopóki nie spocznie w Tobie, mój Boże”. Dlatego bez wiary niemożliwe jest życie prawdziwie chrześcijańskie!

Wiara jest darem Bożym, który potrzebuje, aby go rozwijać. Rozwijanie tego daru zostało powierzone nam, drodzy bracia i siostry; nam, którzy dysponujemy wolną wolą, aby ten dar rozwinąć, lub go zaprzepaścić.

Mówiąc o wierze Cerkiew zawsze mówi o wierze rozumnej. Czy oznacza to, że nasza wiara potrzebuje dowodów rozumowych na jej potwierdzenie? Otóż nie, drodzy bracia i siostry! Rzeczywistość wiary odnosi się wprost do rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowiek jest istotą cielesno-duchową, jest ciałem i duszą, a nie tylko samym ciałem lub samą duszą. Nie szukajmy zatem dowodów naszej wiary tylko w rzeczywistości materialnej, chociaż i ta nie jest ich pozbawiona. Czyż bowiem piękno stworzenia nie świadczy o Jego stwórcy? Czyż nie jesteśmy świadkami cudów w postaci życia, bicia serca, miłości człowieka do człowieka, między mężem a żoną, miłości między rodzicami a dziećmi? Św. Apostoł Paweł pisze, że nasza wiara jest „pewnością tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Jest zatem postawą otwartą i słuchającą. Posłuszeństwo wiary nie jest ślepe.

O tym słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu z Listu do Hebrajczyków, gdy była mowa o obietnicy danej Abrahamowi i jego wierze w jej spełnienie. Drodzy bracia i siostry! Apostoł Paweł pisząc słowa „Jej to trzymajmy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, sięgającej poza zasłonę” pisał właśnie o wierze. Rozważmy, bracia i siostry, czyż nasza postawa, świadectwo naszej wiary jest na miarę dziedziców Obietnicy? Czy jesteśmy gotowi, tu i teraz, a potem po wyjściu z cerkwi po nabożeństwie, budząc się rano, idąc do pracy i z niej wracając, układając się do snu, prawdziwie wierzyć, że Chrystus jest naszym Bogiem i jest obok nas? Dlatego wezwanie zrozpaczonego ojca skierowane do Chrystusa: „Pomóż niedowiarstwu memu!” jest bardzo aktualne.

Dzisiaj, w IV niedzielę Wielkiego Postu, Cerkiew ukazuje nam przykład człowieka wielkiej wiary – św. Jana Klimaka. Ten wielki święty, żyjący w VI wieku, jest świadectwem i dowodem tego, do jakich wyżyn życia duchowego można dojść rozwijając w sercu dar wiary zgodnie z nauką Pana, Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa zawartą w Świętej Ewangelii. Św. Jan Klimak jest przykładem człowieka, który urzeczywistnił wszystkie cechy błogosławionego, jakie usłyszeliśmy w drugiej czytanej dzisiaj Świętej Ewangelii. Mając 17 lat udał się na pustynię Synajską, aby tam urzeczywistnić ideał człowieka wiary, na miarę Abrahama, o którym słyszeliśmy dzisiaj w czytaniu z Listu św. Apostoła Pawła. Doskonaląc się duchowo i zwyciężając pokusy na pustyni Synajskiej przeżył ponad 40 lat. Następnie, będąc już igumenem monasteru na św. Górze Synaj, tuż przed śmiercią, mając ok. 80 lat napisał dzieło pt. Schody, które wywarło ogromny wpływ na rozwój prawosławnego monastycyzmu i ascetyzmu. Księga ta była i jest natchnieniem dla licznych mnichów i ascetów, zyskując nawet miano podręcznika życia duchowego.

Św. Asceta naucza w niej o 30 stopniach, po których dusza wznosi się ku Bogu, rozpoczynając od zachęty do wyrzeczenia się życia świeckiego a kończąc na doskonałej harmonii trzech cnót Boskich: wiary, nadziei i miłości. Stan, który osiąga się na szczycie doskonałości duchowej, prawosławna Cerkiew nazywa stanem uczestnictwa w życiu Trójcy Świętej poprzez zdobywanie, lub też gromadzenie, łaski Ducha Świętego. Św. Serafin z Sarowa, który jest przykładem osiągnięcia takiego stanu, określił go w piękny sposób mówiąc: „Zabiegaj i zdobywaj łaskę Ducha Świętego, a wokół ciebie zbawi się wielu”.

Drodzy bracia i siostry! Mając tak znakomite przykłady w osobach św. Jana Klimaka i św. Serafina z Sarowa doskonalmy się duchowo i nie traćmy nadziei. Rozważmy w naszych sercach słowa płynące z dzisiejszej Ewangelii. Zastanówmy się nad motywami naszego postępowania. Działajmy i czyńmy podążając z wiarą za wolą i słowem Bożym. Jeśli przez nasze czyny będzie przemawiać wiara i ufność w Boga zauważymy, że nabierają one innego charakteru i innej jakości – stają się zbawienne dla nas i dla wielu wokół nas.

Prośmy naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa o to, aby pomógł naszemu niedowiarstwu. Wysławmy z wiarą tego, przez Którego dokonało się nasze Zbawienie. Jemu chwała i pokłon na wieki wieków. Amen.

]]>