Strona ks. Artura Aleksiejuka

Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic uczynić nie możecie.
(J 15, 4-5)

Wydarzenie wypędzenia demonów w świnie

27.06.2010
Wydarzenie wypędzenia demonów w świnie

W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha;

 

Drodzy bracia i siostry!

Wydarzenia, o których słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii miały miejsce w krainie Gadareńczyków, którą należy identyfikować z leżącą nad jeziorem Galilejskim częścią terytorium Dekapolu, który był zarządzany przez Rzymian. Była to kraina sąsiednia wobec żydowskiej Galilei, którą zamieszkiwali i władali poganie. Wskazuje na to fakt, że wypasano tam świnie, które dla Żydów były zwierzętami nieczystymi. Jezus Chrystus postawił swoje stopy na tej ziemi przeprawiając się wraz z uczniami przez jezioro. We fragmencie Ewangelii poprzedzającym dzisiejsze czytanie słyszymy, podczas przeprawy uciszył burzę. Drodzy bracia i siostry! Postarajmy się spojrzeć na te dwa wydarzenia – uciszenie burzy i nawiedzenie krainy Gadareńczyków – jak na jedną opowieść; opowieść o człowieku, którym jest każdy z nas i do którego przychodzi Chrystus.

Kraina Gedareńczyków, do której przybył Chrystus wraz ze swoimi uczniami jest obrazem człowieka grzesznego i jego kondycji duchowej będącej następstwem powątpiewania w Jego rzeczywistą obecność w świecie. Współczesny symboliczny mieszkaniec tej krainy, o której słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii to człowiek, któremu sprawy wiary stają się coraz bardziej obojętne i bez znaczenia dla jego egzystencji w świecie. Gadareńczyk naszych czasów to także człowiek, dla którego rzeczywistość wiary nie ma znaczenia poza spędzeniem kilkudziesięciu minut na nabożeństwie, a po opuszczeniu świątyni postępuje tak, jakby Boga nie było.

Do takiej krainy i do jej mieszkańców przybywa Chrystus przez wzburzone fale jeziora, pokonując niesprzyjające wiatry i prądy wodne. Nawiedza krainę pogan i opętanych, czyli człowieka, którego dusza znajduje się w okowach błędu i duchowej niemocy. To miejsce spokojnie pasących się stad świń – grzesznych myśli, złych i podstępnych zamiarów, nieczystych namiętności, zachłanności i intryg. Stada są uważnie doglądane przez pasterzy, którzy dbają o to, aby miały one właściwe pożywienie i warunki rozwoju oraz we właściwym czasie zostały skonsumowane przez mieszkańców nieopodal leżącego miasta, podobnie jak złe przyzwyczajenia karmią się grzesznymi i nieczystymi myślami, a złe czyny chciwością, pragnieniem zaspokojenia żądz i zdradą. Mieszkańcy miasta i pasterze pieczołowicie doglądający stada świń to złe nawyki, zakorzenione głęboko grzechy, latami wzrastający w człowieku egoizm i egocentryzm, samolubstwo, pycha, zaniechania i wiele innych grzechów, zniewalających duszę ludzką.

Chrystus dociera jednak do tej krainy pokonując niesprzyjające okoliczności podobnie jak zbliża się do człowieka przezwyciężając zatwardziałość jego serca i umysłu. Najpierw jednak ucisza burzę, tą gęstą atmosferę nieprzystępności, którą roztacza człowiek wokół siebie. Jakże często, bracia i siostry w naszych duszach dochodzi do podobnych burz. Wiadomo, że gwałtowne burze powstają najczęściej przy zderzeniu frontów atmosferycznych. W duszy ludzkiej bardzo często do zderzenia frontów duchowych. Z jednej strony pociąga nas prawda, dobro, czystość. To oczywiste, gdyż zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Mamy naturalną, wrodzoną zdolność do podążania za prawdą i czynienia dobra i odczuwamy wewnętrzną radość, jeśli je komuś wyświadczamy lub sami tego doświadczamy. Pragniemy podążać za Chrystusem i być blisko Niego. Z drugiej jednak strony nasza skłonność do grzechu, słabość wiary i zaufania Bogu sprawia, że jesteśmy niekonsekwentni, brak nam odwagi i determinacji w opowiedzeniu się za Chrystusem. Chrystus wydaje się nam zbyt daleki i zbyt wirtualny, jakby nie przystający do rzeczywistości, w której mieszkamy, pracujemy, realizujemy swoje marzenia i pragnienia, spotykamy się z przyjaciółmi, czy wypoczywamy.

Człowiekowi, który nie zaprasza Boga do swego serca, bardzo łatwo traci orientację i poszukuje czegokolwiek, aby ją odzyskać. Ma wrażenie, że jest pozostawiony sam sobie. Jedynym punktem odniesienia dla niego jest więc on sam. Bardzo łatwo przywyka do takiej sytuacji i wówczas każde wezwanie sumienia do zamiany kursu na Boga traktuje jak chwilową słabość, dziwactwo, a nawet zabobon. W ten sposób roztacza wokół siebie tak gęstą atmosferę, że każde wkroczenie w nią Chrystusa wywołuje burzę w jego sercu. Bracia i siostry! Czy nie jest tak, że to my wytwarzamy pokłady ciemnych przysłaniających Słońce Prawdy, którym jest Chrystus? Czy to nie my ulegając złudzeniom duchowym wytwarzamy wiatry, które wioną w innym kierunku niż tchnienie Ducha Świętego? Czy płynąc z nurtem sami nie stajemy się źródłem strumieni, których nurt jest przeciwny Źródłu wody żywej wytryskującym ku życiu wiecznemu? A jednak Chrystus płynie ku nam pokonując wywołane przez nas wzburzone fale i istniejące w nas przeciwne prądy. Nasz wewnętrzny człowiek nie da się zagłuszyć i woła ku Chrystusowi: „Widząc morze życia wzdymane napaści burzą, do cichej przybiegam Twej przystani, wołając: Podnieś ze zniszczenia moje życie, wielce miłosierny!”.

Chrystus ucisza więc burzę i rozprasza chmury oraz staje na ziemi Gadareńczyków – w królestwie owładniętej niemocą ludzkiej duszy. Wychodzi z łodzi – Kościoła i spotyka dwóch opętanych, którzy wyszli z grobowców. Ewangelista Mateusz stwierdza, że byli oni tak niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą. Ci dwaj opętani są niczym strażnicy krainy, pilnują drogi i bronią dostępu do miasta, czyli serca, które jest symbolem centrum życia duchowego człowieka.

Zastanówmy się, drodzy bracia i siostry, kim są te postacie i czego są wyrazem? Co to są za grobowce, z których wyszli? Pewną wskazówkę daje nam św. Paweł w dzisiejszym liście do Rzymian, kiedy cytuje fragment z Księgi Powtórzonego Prawa: „Blisko ciebie jest Słowo, w twoich ustach i w twoim sercu”. A więc usta i serce – bramy do świata materialnego i duchowego człowieka wskazujące na ciało i duszę duchową – człowieka. Dwaj opętani i dwaj strażnicy, którzy nie mówią pojedynczo, lecz krzyczą jednym głosem i działają razem. I nie może być inaczej, gdyż odzwierciedlają jedność psychofizyczną, którą właśnie jest człowiek. Ich miejscem zamieszkania są grobowce. Jak bowiem można nazwać ciało i duszę człowieka pogrążonego w grzechu i nie pragnącego pojednania z Bogiem jeśli nie grobowcem?

Owi opętani strażnicy wzbraniają przejścia Chrystusowi. Mówią, że przyszedł za wcześnie i nie w porę. Jak często, drodzy bracia i siostry, słowa tych dwóch ambasadorów królestwa ciemności padają również z naszych ust i odzwierciedlają myśli naszych serc? „Czego chcesz od nas Synu Boży”! – to są właśnie nasze słowa. Pamiętajmy, że Chrystus powiedział, że cokolwiek uczyniliśmy jednemu z braci, uczyniliśmy to jemu samemu. „Czego ode mnie chcesz?” Spróbujmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem odpowiedzieliśmy w ten sposób człowiekowi, który zwrócił się do nas o pomoc i radę lub chciał spotkać się z nami? Ile razy wypowiadamy uderzamy nimi naszych najbliższych: ojca, matkę, małżonkę, męża, dziecko, brata, siostrę? Chociaż nie kierujemy ich do Chrystusa, to jednak dotyczą one każdego z naszych bliźnich i potrafią odtrącić człowieka oraz zniweczyć długo budowane więzy zaufania. To słowa-rygle bram naszego człowieczeństwa i słowa pałki, w które uzbrojeni są opętani strażnicy.

Drodzy bracia i siostry! Nie czyńmy z własnego człowieczeństwa grobowców i krainy, której strzegą opętani strażnicy. Nie bądźmy Gadareńczykami, którzy nie wpuszczają Chrystusa do miasta i proszą, aby Zbawiciel opuścił ich ziemię. Niech to miasto, którym jest nasze serce będzie gościnne dla Syna Bożego i niech stanie się Jego miastem. Zaprośmy go tam, otwórzmy szeroko jego bramy i powitajmy jak Wielkiego Króla. Niech blisko nas będzie Słowo, w naszych ustach i sercach każdego z nas! Amen.

Dodaj komentarz