Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic uczynić nie możecie.
(J 15, 4-5)
Znaczenie prawosławnego monastycyzmu dla duchowości współczesnego człowieka
(Referat wygłoszony na międzynarodowej konferencji naukowej nt. Duchowość jako socjalny czynnik rozwoju społeczeństwa w Polsce i na Słowacji, Gorlice, 25 luty 2010 r.)
Zdecydowałem się podjąć kwestię znaczenia prawosławnego monastycyzmu dla formacji duchowej współczesnego człowieka. Zagadnienie jest bardzo szerokie i wielowątkowe, a czasu dość niewiele. Dlatego skoncentruję się jedynie na niektórych kwestiach, które wydały mi się istotne w kontekście tematyki tej konferencji.
Temat narzuca się z całą mocą, ponieważ coraz trudnej zrozumieć współczesnemu człowiekowi jaki jest sens życia monastycznego. Bycie mnichem lub mniszką nie wydaje się bowiem przeciętnemu człowiekowi obecnie zbyt atrakcyjne. Obraz życia w klasztorze dla większości ludzi kojarzy się zazwyczaj z szeregiem wyrzeczeń, zakazami, zamknięciem, smutną ciszą, monotonią, długimi nabożeństwami, brakiem swobody, izolacją itd. Dla człowieka żądnego przygód i tzw. normalności życie za murami klasztoru wydaje się nie do zniesienia. Zazwyczaj ludzie nie zadają sobie trudu, aby poznać nie tylko, jak monaster funkcjonuje, czym jest niejako „na zewnątrz”. Bardzo rzadko zastanawiają się nad tym, kim jest mnich, jakie jest jego powołanie i jaki jest sens życia w monasterze. Widząc mnicha bądź mniszkę kołacze się w ich głowach pytanie: co kierowało tymi ludźmi, że wstąpili do monasteru? Najczęściej, czasem mimo woli, pada odpowiedź: Bóg. I to jest wątek, od którego chciałbym zacząć moje wystąpienie.
Monastycyzm jest świadectwem Bożej obecności w świecie.
Monastycyzm jest nie tylko znakiem braterstwa i komunii między ludźmi. Jest nie tylko odzwierciedleniem kultury, która integralnie pojmuje i kształtuje człowieka. Jest przede wszystkim świadectwem głębokiego życia religijnego i duchowego, namacalnym znakiem stałej i pogłębionej więzi z samym Osobowym Bogiem, który jest Miłością. Postrzyżyny i obietnice zakonne oznaczają, że człowiek w pełni realizuje się tylko w odniesieniu do Boga, jako osobowego fundamentu ludzkiego bytu. Dlatego też współczesny człowiek potrzebuje autentycznych świadków rzeczywistości boskiej, czyli mnichów. Są oni dowodem tego, że Bóg prawdziwie jest, że istnieje, że On jest Miłością kształtującą rzeczywistość kosmiczną i nade wszystko ludzką. Św. Paisjusz Wieliczkowski pisze: „Mnich jest kolumną wytrwałości (…). To człowiek naśmiewający się z wszystkiego, co w tym świecie uznawane jest za piękne, rozkoszne, chwalebne i pociągające. (…) Mnich jest ładem i kondycją przechowywaną w materialnym ciele, istot bezcielesnych, mających na względzie w każdym czasie i miejscu oraz przy wszelkim dziele jedną tylko Boskość. Nie sposób stale trwać przed Bogiem temu, kto się Mu nie powierzy w każdej swojej potrzebie całym sercem i nie odrzuci od siebie wszelkiej troski”[1].
Dlatego monastycyzm wyrasta z ewangelicznego nakazu samego Syna Bożego Jezusa Chrystusa, aby być światłem dla świata i solą ziemi. Ową świecącą lampą, której nie sposób ukrywać pod korcem jest właśnie integralny styl życia w Bogu, Bogiem i dla Boga. Monastycyzm jest więc świadectwem, że Bóg jest żywą i autentyczną rzeczywistością, dla której warto oddać życie. Dla świata, który częstokroć żyje “jakby Boga nie było” życie monastyczne głosi i świadczy, że Bóg jest. Dlatego mnisi i mniszki są jakby wyzwaniem dla świata. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że są sumieniem świata, swoistym znakiem zapytania, obszarem zadziwienia i chwilą zastanowienia nad powołaniem człowieka i sensem jego istnienia. Wobec takich świadków Chrystusa i Jego Ewangelii, świadków duchowości i kontemplacji nikt nie może pozostać obojętny.
Nawet dla człowieka przeciętnie religijnego świat mistycznego obcowania z Bogiem jakim jest życie monastyczne pozostaje stale niegasnącym pragnieniem i wewnętrznym porywem serca. Można by rzec jest światem idealnym, gdzie można odnaleźć harmonię i zaspokoić wewnętrzną tęsknotę za Bogiem. Jest ofiarą złożoną z samego siebie. Bycie mnichem jest zatraceniem się w miłości do Chrystusa w tak wielkim stopniu, że świadomość istnienia własnego Ja możliwa jest tylko dlatego, że istnieje Bóg. Jest to stan, o którym pisze św. Paweł: „Żyję ja, lecz już nie ja, gdyż żyje we mnie Chrystus” (). Ten apofatyzm postrzegania samego siebie, w epoce wybujałego indywidualizmu i egozimu jest prawdziwie odkrywczy dla współczesnego człowieka. Ustępuje przed nim słynne kartezjańskie Cogito ergo sum na rzecz „Bóg jest, więc ja jestem; Bóg jest więc jest drugi człowiek, obok mnie”. To jest właśnie zasada socjalna, jaką monastycyzm głosi światu. Jeden z atoskich mnichów zauważa, że bycie mnichem jest nieustannym uśmiercaniem siebie i nieustannym zmartwychwstaniem, odzyskiwaniu siebie w pokajaniju i odrzuceniem siebie w posłuszeństwie w służbie Bogu i drugiemu człowiekowi. Aspekt socjalny jest więc silnie obecny u samych podstaw formacji monastycznej.
Monastycyzm ukazuje również, że człowiek został stworzony jako istota relacji, kontaktu i współistnienia. Charakter tej relacji zmierza w trzech kierunkach: do Boga, bliźniego i samego siebie. Zaczyna się jednak od Boga, co pięknie ukazuje bł. Augustyn, gdy stwierdza: „Niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże mój”[2]. Dlatego widząc mnicha bądź mniszkę, przywołując w pamięci surowość reguły i wysokie wymagania duchowo-moralne, jakie z założenia powinni reprezentować mnisi w człowieku pojawia się chęć do podążania ku doskonałości. Obraz życia jakim jest monastycyzm potrafi pomóc drugiemu człowiekowi w jego ukierunkowaniu na Boga, zachęcić go do innego spojrzenia na swego bliźniego i świat wokół siebie, pobudzić jego serce do prawdziwej służby człowiekowi.
Monastycyzm jest w pewnym sensie radykalną, ale jakże potrzebną odpowiedzią Prawosławia na wzbierającą falą ideologii antychrześcijańskiej w świecie. Ideologia antychrześcijańska i neopogańska oraz promowana przez nią kultura (lub raczej kultury) jest antyhumanistyczna, gdyż bezpośrednio uderza w człowieka rozumianego jako osoba. Pojęcie osoby w odniesieniu do człowieka jest dziedzictwem chrześcijaństwa. Współczesny kryzys ludzkości jest więc głównie kryzysem osoby człowieka, który odcinając się od Boga odrzuca fundament, na którym on sam został zbudowany. W ten sposób popada w niewolę, doświadcza bezsensu istnienia, oddala się od prawdy i błędnie pojmuje czym jest prawdziwa miłość i miłosierdzie.
„Ludzkość, którą obserwujemy – pisze ks. H. Paprocki - i którą stanowimy, wydaje się rozbita. Rozbicie istnieje przede wszystkim w każdym z nas. Moje „ja” jest teatrem cieni, postaci neurotycznych, którymi nie my manewrujemy, ale które raczej nami powodują. Nasze władze są również oddzielone jedna od drugiej, a ich hierarchia zachwiana: inteligencja czysto „mózgowa”, która przeciwstawia przedmiot przedmiotowi oraz „serce” mroczne, wydane mocom podświadomości, które wprowadza zamieszanie w porządek poznawczy. Jesteśmy pozbawieni jakiegokolwiek ośrodka ładu”[3].
Monastycyzm w radykalny sposób wskazuje na ów ośrodek ładu, którym jest Bóg, na którego obraz i podobieństwo został stworzony człowiek. Monastycyzm ukazuje, że „kategoria osoby najlepiej wyraża rzeczywistość obrazu Bożego, gdyż rzeczywistość obrazu przysługuje całej osobowej strukturze człowieka. Przez to zostaje zachowana ontyczna jedność osoby zdolnej ukazywać Boga w miarę, jak jej natura pozwala się przenikać łasce. Obrazem Bożym jest cała osobowa humanitas człowieka, wraz z duszą i ciałem, rozumem i wolą, zdolna do świadomego wyboru i przekraczania swojej własnej natury, aby zjednoczyć się z Bogiem, do wytężonego dążenia “ikony” ludzkiej do jej Archetypu”[4]. Bez takiego pojmowania człowieka wszelka działalność, w tym także socjalna skazana jest na niepowodzenie. Jak bowiem bez prawdziwego zrozumienia człowieka można pomóc potrzebującemu człowiekowi, jak wesprzeć go w trudach życia, zmotywować do działania i dodać otuchy?
W dziejach Cerkwi monastycyzm zawsze odgrywał pierwszorzędną rolę. Dzisiaj także mnisi i mniszki w swym pielgrzymowaniu na tej świętej i mistycznej, pełnej trudów i poświęcenia, wyrzeczeń i osiągnięć drodze ku Chrystusowi nauczają zarówno siebie, jak i innych rozpoznawać prowokacje i wyzwania dzisiejszego świata. Naśladując całym sercem i ze wszystkich sił Chrystusa czystego, ubogiego i posłusznego dają świadectwo życia obdarzającego nadzieją i nadającego sens każdemu osobistemu i wspólnotowemu wysiłkowi. Monastycyzm ukazuje, że świat jest chrystocentryczny a nie antropocentryczny. To sam Zbawiciel Jezus Chrystus jest punktem odniesienia, zaś Jego oblicze – źródłem potężnego i miłosiernego światła, które rozjaśnia świat. Jedynie w Nim znaleźć można energię zdolną przemienić świat zgodnie z Bożym zamysłem. Realizacja Bożego zamysłu oczekuje jasnego opowiedzenia się za Chrystusem. Świadectwem tego jest całe Pismo Święte i Tradycja Cerkwi. Mówienie: tak-tak, nie-nie jest w pewnym sensie szaleństwem, ale tylko tacy, jak powiedziano w Ewangelii, zdobędą Królestwo Niebieskie. Obraz ten demaskuje oblicze świata, odziera go z jego pozorów, dyplomacji, oszustwa, tandety i wyrachowania. Odsłania również fakt, że modne dzisiaj pojęcie tolerancji jest wprowadzane jako zastępnik miłości, a pojęcie godności coraz częściej używane jest jako odpowiednik świętości. Uświadomienie tego faktu ma ogromne znaczenie dla formacji duchowej współczesnego człowieka i działalności socjalnej, prowadzonej w imię Chrystusa. Bardzo często bowiem chrześcijanie dają się zwieść tej nowomodzie terminologicznej rezygnując z tego, co zawsze stanowiło atrybut jego oddziaływania i misji.
„Królestwo Boże gwałt cierpi – mówi Chrystus do apostołów – i gwałtownicy je zdobywają” (por. Mt 11,12). Myślę, że tym gwałtem zadawanym Królestwu Bożemu jest modlitwa, która stanowi wypełnienie życia monastycznego. Wielcy asceci twierdzili, że modlitwa mnichów podtrzymuje świat w istnieniu i współpracuje z łaską Bożą nad odnawianiem oblicza tego świata i samego człowieka. Rzeczywiście to nieustanne „chodzenie przed Bogiem” jest pełnym uczucia wołaniem o miłosierdzie Boże nad światem. Znaki owej aktywności wewnętrznej, a raczej stanu wewnętrznego stanowią potężną broń w walce ze złem tego świata. Nieprzypadkowo siła duchowa mnichów-hezychastów doświadczonych w modlitwie promienieje wokół i przyciąga do nich rzesze ludzi szukających pociechy i duchowej pomocy.
To wypływające z wewnątrz, oparte na obcowaniu z Bogiem świadectwo jakim jest monaszestwo jest nie tylko alternatywą dla stylu życia świata. To świadectwo jest najbardziej skutecznym sposobem budzenia powołań mniszych i światełkiem nadziei pośród wzburzonego morza życia. Kieruje również moje rozważania ku kolejnemu aspektowi oddziaływania monastycyzmu na współczesnego człowieka, którym jest misja – czyli głoszenie Chrystusa całemu światu.
Św. męcz. archimandryta Grzegorz Peradze w jednym ze swych pism stwierdził: „Historia monastycyzmu jest zarazem historią misji, ponieważ mnisi – z własnej woli lub też nie – byli propagatorami Ewangelii. Historia monastycyzmu jest jednocześnie historią kultury, literatury i Kościoła”[5].
Jego Eminencja Metropolita Sawa w tekście Prawosławie i współczesność stwierdził: „Sama misja bez kultury jest trudna. Żaden rozwój społeczeństwa prawosławnego nie jest możliwy bez zorganizowanego wysiłku misyjnego. (…) Konieczna jest zarówno misja wewnętrzna, jak i zewnętrzna. (…) Zainteresowanie Prawosławiem jest duże, a świat współczesny, jak nigdy wcześniej, potrzebuje usłyszeć głos Cerkwi”[6]. Tym głosem Cerkwi są właśnie zaprawieni w trudach, znający dogłębnie tajniki ludzkiego serca mnisi. Ich powołanie zrodziło się z twórczego impulsu Świętego Ducha Świętego, który poprowadził ich drogami wypełniania Ewangelii Chrystusowej. Podobnie jak w przeszłości tak i obecnie Duch Święty domaga się pełnej dyspozycyjności i uległości na Jego działanie, które jest wciąż nowe i twórcze. Tylko On nieustannie podtrzymuje świeżość i autentyczność powołania oraz świadectwa monastycznego w jego misji w świecie. Jednocześnie daje im siłę i odwagę, aby energicznie i skutecznie odpowiadało na wyzwania współczesnego świata.
Ów kulturowo-twórczy wymiar życia zakonnego nie jest bowiem wymysłem danego człowieka ani osobistym projektem życiowym. Jest pokorną odpowiedzią na wezwanie Boże i darem darmo danym przez samego Boga. Ten dar rozpoznawany jest w ciszy serca, na modlitwie, w wielkim oddaleniu od ludzi i w całkowitej samotności. Można rozmawiać o wielu zewnętrznych sprawach, realizować wspólne przedsięwzięcia, ale skarb złożony na dnie serca pozostaje niezauważalny nawet dla najbliższych. I to właśnie tutaj, w sercu, ów kulturotwórczy wątek misji mnicha w świecie dojrzewa. Nie na darmo ten sam jest źródłosłów słowa kult, kultura i kultywacja. Owa kultura mnisza to uprawianie własnego serca, czynienie jego dobrą glebą. Nie może być dobrym rolnikiem i kultywatorem ludzkich serc ten, kto nie potrafi uprawiać w Bożym Duchu własnego serca. Niedojrzały mnich jest wręcz – jeśli można tak powiedzieć – propagatorem antykultury. Parafrazując słowa Jego Eminencji, skoro „misja bez kultury jest trudna”, to misja z antykulturą jest niemożliwa. Ów dar serca to rzeczywisty skarb dla całej wspólnoty Cerkwi Chrystusowej. W tym sensie łaska powołania monastycznego staje się zadaniem do wypełnienia.
W kontekście misji opartej na takim rozumieniu kultury, o jakim powiedziałem jednym z zadań monastycyzmu jest obrona integralnego wizerunku człowieka jako bytu stworzonego przez Boga z ciałem i duszą, na podobieństwo, na obraz Boży. W świecie dominuje tendencja do spłycania pojmowania człowieka i redukowania jego egzystencji wyłącznie do wymiaru ziemskiego (horyzontalnego). Świadectwo życia zakonnego zawsze przypomina wertykalnym (pionowym), o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, którym jest przebóstwienie. Monastycyzm to chodzenie nogami mocno po ziemi i dla bardzo konkretnej sprawy, ale jednocześnie chodzenie „z głową w chmurach”, czyli w niebie, ze wzrokiem utkwionym w horyzont, na którym widać już wieczność. Każdy mnich i mniszka już oczekuje spełnienia obietnicy wiecznego przebywania z Bogiem i żyje tą nadzieją. Właśnie to jest ten wyraźny znak, który w każdych czasach monastery dają światu. Bez tego świadectwa świat byłby uboższy i w jakimś sensie skarłowaciały, jałowy.
Monastycyzm jest zatem swoistym znakiem sprzeciwu i jednocześnie znakiem wiecznego przeznaczenia człowieka. Ukazuje, że obojętnie jak bardzo świat byłby zachwycony swoimi osiągnięciami, bez Boga prędzej czy później dochodzi do poczucia pustki, braku sensu i absurdu.
Mnisi są więc misjonarzami pełnymi ufności i przedsiębiorczości w głoszeniu Chrystusa. Metropolita Sawa często podkreśla, że monastycyzm stanowi siłę Cerkwi. Dlatego tak ważny jest rozwój monastycyzmu, aby kultura i wartości, oczyszczone w nim mogły się w pełni rozwinąć i pozostać wierne orędziu ewangelicznemu.
Szczególnym wymiarem monastycznego posłuszanija znajdującym duży oddźwięk w społeczeństwie jest służba życiu, czyli opieka nad ludźmi chorymi i cierpiącymi, umierającymi i starymi. Ten szczególny rodzaj powołania podkreśla zarówno św. Bazyli Wielki, jak i św. Doroteusz z Gazy w swoich Pouczeniach. Służba ta ma to wyjątkowe znaczenie we współczesnym świecie, który nie akceptuje słabości i starości, a propaguje siłę, wartości witalne i młodość. Kontynuując tę posługę miłosierdzia i idąc śladami miłosiernego Samarytanina mnisi i mniszki są blisko tych, którzy cierpią, umniejszają ich ból i poczucie osamotnienia. Praktyka miłosierdzia staje się u osób, które zdecydowały się zostać mnichami i mniszkami, służbą roztropnej mądrości. Ich kompetencja i siła ducha otwiera przestrzeń dla Świętej Ewangelii, a więc prawdziwiej misji, która napełnia nadzieją i dobrocią w Chrystusie nawet najtrudniejsze doświadczenia życia i ludzkiej śmierci.
Kolejną sferą misji monastycyzmu wobec współczesnego człowieka jest świadectwo prawdy pojętej jako działalność naukowa i intelektualna. Istotnym elementem tej działalności jest katecheza i działalność wydawnicza. Jest oczywiste, że świat edukacji potrzebuje siły ducha. Ostoję tej siły z dawien dawna stanowiły monastery. Działalność intelektualna bowiem dąży do poznania prawdy i interpretacji rzeczywistości zgodnej z prawdą. Skoro nauka dąży do poznania prawdy, a Prawdą jest Chrystus, to siłą rzeczy działalność naukowa zmierza ku Chrystusowi. Tę prawidłowość zauważali już wielcy teologowie i Ojcowie Kościoła. Poza tym monastery zawsze były ostoją przemienionej światłem Taboru kultury intelektualnej i prawdziwej wiedzy. Wystarczy wspomnieć tutaj o tym, jak ogromną rolę odegrały klasztory w renesansie myśli patrystycznej w Rosji w końcu XIX i początku XX wieku. W związku z tym, obecność ducha monastycznego w osobach mnichów i mniszek jest świadectwem harmonii w odkrywaniu prawdziwego sensu świata. Polega bowiem na przezwyciężaniu ograniczeń i sprzeczności, których pełna jest ukierunkowana racjonalistycznie nauka.
Starałem się pokazać, chociaż bardzo skrótowo, że dzięki szczególnemu doświadczeniu darów Świętego Ducha, gorliwemu wsłuchiwaniu się w Słowo Boże i praktyce rozeznawania duchowego, dzięki bogatemu dziedzictwu tradycji monastycznej począwszy od św. Pachomiusza i św. Antoniego Wielkiego, a skończywszy na współczesnych starcach,monastycyzm jest w stanie prowadzić szczególnie owocną i znaczącą działalność misyjną w świecie. Tej wychowawczej działalności potrzebują zwłaszcza ludzie młodzi, którzy – jeśli można użyć nieco kolokwialnego wyrażenia – „ładują w monasterach swoje duchowe akumulatory”. Świadczą o tym np. pielgrzymki, obozy letnie, spotkania modlitewne maturzystów itp. Znam bardzo wielu ludzi, którzy zachęceni serdecznością i przystępnością mnichów bardzo chętnie odwiedzają monastery i utrzymują z nimi stały kontakt, wspierają je i zachęcają innych do tego samego. Często wracając stamtąd czują, że są odnowieni, pełni radości i serdecznie nastawieni do innych ludzi.
Podsumowując te krótkie rozważania wypada stwierdzić, że właśnie w zwykłej codzienności życie monastyczne staje się przepowiadaniem kultury i stylu życia alternatywnego wobec tych, które funkcjonują w obecnych czasach. Sposobem życia i odnajdywaniem Boga monastery są ośrodkami duchowej terapii na zło naszych czasów. Dlatego są nadzieją dla ludzkości i dla samego życia Cerkwi.
Monastycyzm ma zatem wielką wartość. Jest pięknym i zbawiennym czasem nie tylko dla mnichów, którzy w pokorze serca, w ukryciu, prowadzą z Bogiem żywy dialog i rozeznają Jego zamysły. Są pięknym i zbawiennym czasem również dla tych, którzy mogą z nimi obcować. Monastycyzm może zatem przyczynić sie do kształtowania nowej ludzkości poprzez autentyczne, integralne życie duchowe, poprzez wierną realizację przykazań Bożych. Jest oczywiste, że w pluralistycznym świecie życie monastyczne jawi się jako jeden ze sposobów na życie. Mnisi i mniszki ukazują współczesnemu człowiekowi, że ta wizja ma sens i jest autentyczną obecnością Tego, który jest Miłością. Jest to zatem nie tylko jeden z kwiatów w ogrodzie życia, ale zasadnicza gleba, z której wyrasta i którą żywi się każdy kwiat.
Dlatego życie monastyczne, bez reszty oddane Bogu, powinno budzić w człowieku głód Boga i ukazywać, że rzeczywiście jest możliwe, aby być „jedno z Chrystusem i w Chrystusie”.
[1] Św. Paisjusz Wieliczkowski, O modlitwie umysłu albo modlitwie wewnętrznej, przeł. J. Kuffel, Orthdruk, Białystok 1995, s. 126.
[2] Św. Augustyn, Wyznania I, 1.
[3] H. Paprocki, Prawosławna koncepcja człowieka, „Elpis”, 2004, nr 9-10, s. 39.
[4] Tamże, s. 31.
[5] Ojciec Grzegorz Peradze, O moich studiach w Niemczech, „Pro Georgia”, 2006, t. 13, s. 187.
[6] Metropolita Sawa (Hrycuniak), Prawosławie i współczesność, [w:] Prawosławie i współczesność, Bractwo Prawosławne Św. Św. Cyryla i Metodego, Białystok 2007, s. 7.


